wysocki blog

Twój nowy blog

Odbitki

3 komentarzy
Co za ironia. Nie ma cię, gdy powinieneś. Co za ironia. Nie ma cię, a nie powinnaś w ogóle znikać. Nie ma cię, a powinnaś być. Nie ma cię, i to ja właśnie, spowodowałem, że cię nie ma. Wywiozłem cię w obce kraje i zostawiłem tam samą. A potem ty dużo płakałaś, bo odszedłem i przestałem cię nagle kochać. Po prostu obudziłem się tego ranka z pustą głową, ale miałem na tej głowie tyle innych spraw, że nie było źle. Zostawiłem cię na obcym lądzie i od tej chwili byłem taki szczęśliwy. Poznawałem ciekawych ludzi mówiących wieloma językami, zwiedzałem architektury i pracowałem na godziwe życie. Nie potrafiłem zrozumieć, że jestem potrzebny jeszcze komuś oprócz sobie samemu. Zostawiłem cię na obcym lądzie i było mi z tym dobrze. Odszedłem , bo jestem taki młody, a więc wystarczy tylko chcieć, by móc naprawdę wszystko. Jest tyle możliwości! Wręcz uganiam się za zmianami! Zostawiłem cię w obcych krajach, ale nie miej mi tego za złe, bo nigdy, przenigdy, nie chciałem dla ciebie źle, a to, że potraktowałem cię tym razem tak niegodziwie tak naprawdę jeszcze niczego nie oznacza. Proszę, nie osądzaj mnie źle. Bo sama nie wiem co się ze mną dzieje. Co za ironia.

.

Retorsje

1 komentarz

Tutaj:

http://wysocki.blog.pl/archiwum/index.php?nid=9086601

CII. 2006

11 komentarzy
Czasami chciałbym mieć nowy mózg… myślę, że taki nowy jest błyszczący.
(Mitch Cullin)
Pod koniec wszyscy i wszędzie przygotowują podsumowania, zestawienia, listy, kalendarze minionego roku. Pomyślałem sobie, że po raz pierwszy i ja wezmę udział w tym końcoworocznym zwyczaju i spróbuję – przynajmniej na tyle na ile uda mi się przypomnieć i zebrać wszystko w jednym miejscu – odnotować to, co było dla mnie z tego lub innego powodu w 2006 najistotniejsze, najintensywniejsze, to, co było dla mnie najważniejsze, to, z czym miałem najwięcej do czynienia lub z czym nie potrafiłem się uporać. Moja osobista lista, próba ujęcia 365 dni w kilku punktach.

Kasia

Za wszystko. Za to, że była. Pomyślałem sobie, że gdybym miał taki dziennik, jaki miały nauczycielki w szkole i miał na liście obecności wypisanych wszystkich moich znajomych, to właśnie Kasi przysługiwałby dyplom i świadectwo z wyróżnieniem za wzorową frekwencję. Zawsze obecna. Z poczuciem humoru, którego tak naprawdę nie ma. Z kubkiem kawy już o świcie. Z feministycznymi poglądami prowadzącymi do nieuchronnych i niejednokrotnie bolesnych kłótni. Z dość ekstrawaganckim gustem artystycznym. Z doskonałym gustem, jeśli idzie o mężczyzn. Za to, że nauczyła mnie kroić cebulę. Za to, że jej zdaniem w krótkich włosach wyglądam jak John Malkovich. Za to, że miała dużą dziurę w rajstopach, kiedy płakała i bardzo potrzebowała czekolady i chusteczek higienicznych. Za to, że jestem populistą i Lepperem. Za to, że zabierz stąd te dzieci i że te dzieci będą rosły pod naszym łóżkiem. Za to, że wytrwała do trzeciego filmu Woodyego Allena, a potem spaliśmy i spaliśmy. Za to, że jestem jej ukochaną szowinistyczną świnią. Za to, że zbyt często o niej myślę. Za to, że przy niej nauczyłem się wreszcie obcego języka i za to, że był to jej język.

Miko

Bo wciąż ma zdrowy żołądek. Bo wciąż lubi wiele rzeczy, które ja lubię. Podejrzewam, że i ja się do tych rzeczy zaliczam. Bo lubi Toma Waitsa ze strusiami i myśli, że na co dzień jest on gwiazdorem filmów porno. Bo bronił kapitalizmu, kiedy ja próbowałem kapitalizm atakować (zabawnie było, chociaż chyba na poważnie). Bo mimo że bardzo się staram wciąż nie czyta książek. Bo muszę mu powtarzać niektóre pytania kilka razy, żeby zechciało mu się na nie odpowiedzieć. Bo czasami się nam nie chce gadać w ogóle o niczym. Bo ma fajną zgraję w domu, bo tata ma zwolnienia, a mama amalgamaty, a Ishta zawsze chce lizać mnie po jądrach, ale podobno ma tak nie tylko ze mną i w ogóle wszystkich lubi. Bo ściął włosy, żeby być taki jak ja. Bo poszedł na informatykę i zamieszkał z Gosią, żeby przynajmniej dwie rzeczy nas różniły. Bo twierdzi, że lepiej ode mnie rozpala ogień w kominku.

Seba

Tutaj napiszę dużo lapidarniej, ale też dużo treściwiej: Bo jest taka samo głupi jak ja, a czasami jest nawet trochę ode mnie mądrzejszy.

Jaszczur

Bo nie jest kurwą jak cała reszta świata. Bo nie jest pretensjonalny jak cała reszta świata. Bo jest inny niż ja, a ja jestem cała reszta świata. Bo nie lubimy pierdolenia się po kątach. Bo jest spoko.

Rybol

Bo wytrzymuje ze mną już trzeci rok, a to niemały wyczyn. Bo ja z nim wytrzymuję już trzeci rok, a to wyczyn nie mniejszy.

Napoje energetyzujące

Bardzo pojemne hasło. Przede wszystkim więc podziękowania za Grześka, dzięki któremu z namiętnością mieszam i wypijam blue curacao, wódkę czystą i sprajta. Wreszcie odnalazł się sposób na oszukanie mojego schorowanego, starczego żołądka.
Z napojów energetyzujących sensu stricto oczywiście Tiger, bo najtańszy i szybko można się od niego uzależnić, a wtedy nawet nie myśli się o tym, że smakuje to to jak gówno, a potem nie najlepiej się człowiek czuje. Bo tu trzeba pić i o nic nie pytać.
Z innych godnych wzmianki – pepsi, cola, kaktus, kropla beskidu. Aha, no i oczywiście wino maryjne, w niebieskiej butelce, białe, półsłodkie, reńskie.
W ostatnim czasie prawie odłożyłem kawę. Herbatę dalej piję tylko w gościnie.

Arte

Bo kiedy zacząłem na początku roku pisać do Arte recenzje zacząłem w ogóle coś robić, co było jednak jakąś nową jakością. I, z czego cieszę się jeszcze bardziej, po tym jak pismo padło, ja nie padłem aż tak zupełnie i od czasu do czasu zdarzy mi się jeszcze coś napisać. Dużo mniej niż by się chciało i niż by się mogło, ale miejmy nadzieję, że się jeszcze odmieni. Nadzieja ta związana jest z podjęciem walki z wielkim i obrzydliwym potworem, bohaterem kolejnego hasła.

Lenistwo

Chyba najobszerniejsze z pojęć w moim osobiście leksykonie. Chociażby już z tego względu, że to właśnie lenistwem zajmuję się przez większą część swojego życia. Niezbyt przerażające jako grzech główny, ale przerażające jako mój własny, osobisty, nadrzędny, podstawowy grzech główny. Wystarczy spotkać się ze mną w dniu, w którym nie przespałem co najmniej dwunastu godzin, by skonstatować, że w takich chwilach nie jest zdatny do życia. Żeby było ciekawiej, kolejnym bohaterem minionego roku okazał się zupełnie w moim przypadku rozregulowany zegar biologiczny. Budzę się, kiedy inni wracają z pracy, kładę się spać, kiedy inni do tej pracy się przygotowują. Coś mi się zdaje, że moją przyszłością będzie posada ciecia stróżującego przy jakimś parkingu, a w najlepszym wypadku nocna audycja w jakimś upadającym radiu. Jakbym miał następnym razem spisać na kartce listę życzeń i pragnień noworocznych to bym najbardziej chciał, żeby mi się chciało w tym przyszłym roku. Żeby mi się wszystko chciało.

Cezary Michalski i Peja

Dość zaskakujące fascynacje, które Kasia tłumaczy sobie moim masochizmem, a odnośnie Peji twierdzi wręcz, że to dlatego, że podzielam jego poglądy i myślę w taki sam jak on sposób. A ja sam nie wiem skąd mi się to wzięło. Zapewne przypadkiem. Albo z lenistwa. Grunt, że przygoda z Michalskim skończy się być może książką, a przygoda z Peją pełną dyskografią na dysku twardym (już jest) i wypiciem z nim wódki. A na koncert nie poszedłem, bo Jaszczur mi powiedział, że jak sam pójdę to wrócę z kosą w brzuchu albo w ogóle. Trafiona argumentacja.

Muzyka

Oprócz Peji oczywiście. Trudno byłoby wymienić chociaż najważniejsze z rzeczy, które poznałem w minionym roku i rzeczy, które mimo upływu lat słucham bez zmian. Niech będzie jednak, że kilka wymienię – CocoRosie, Antony And The Johnsons, Tom Waits, Nick Cave, Zbigniew Preisner, Michał Lorenc, Republika, Sonic Youth, Karramba, Tatu (pierwsza płyta!), muzyka z filmów (oprócz wymienionych Lorenca i Preisnera także muzyka m.in. z Pi, Godzin, Big Lebowski, Kill Bill, Trainspotting, muzyka z filmów KarWaia i oczywiście Amorres Perros ze szczególnym uwzględnieniem „lucza de chichantes”) i wiele, wiele jeszcze. Dość symptomatyczne jest, że dużo mniej w tym roku słuchałem Radiohead. Może przesyt, jakieś przesilenie wiosenne. Co do filmów to nie będę w ogóle wymieniał, jako że dużo filmów się widziało i dużo filmów się podobało. Może powiem tylko tyle, że w kinie byłem ostatnie dwa razy na „Śniadaniu na Plutonie” i „Babel” i oba filmy mi się spodobały.

Literatura

No to wiadomo. Się czytało trochę. Też nic nie będę wymieniał. Chociaż najbardziej mi się podobały książki najsłabsze – Maluszek, Polska, Grzecherezada, Grzech itd. Męka, żeby taką książkę doczytać niesłychana, ale jaka satysfakcja potem;). Znowu się odzywa wspomniany wyżej masochizm. Nie no, żadnych fajnych książek nie będę wymieniał.

Studia

Chujowizna straszna i to pod wieloma względami. Przede wszystkim nuda, chamstwo i draństwo, zajęcia o świcie, dwulicowość i obłuda. Nie ma o czym gadać.

Środowisko literackie

Prawie jak wyżej, tyle że zajęcia o świcie odpadają. Najfajniej to mi było, jak byłem pierwsze miesiące z Kasią, co nie musiałem w ogóle z domu nigdzie wyłazić i było dobrze. Później znowu gdzieś tam się zaczęło chodzić, z kimś tam gadać, kogoś obgadywać. Gorsze niż studia. W większości przypadków przyjaciół lepiej jest mieć na cmentarzu niż w środowisku literackim.

Gazety

Kolejne z uzależnień. Masowe ilości i to pism zarówno wysoko jak i niskonakładowych. Efekty widoczne, a jakże. A właściwie, widoczność coraz gorsza. Okulistka twierdzi, że wybór należy do mnie – albo odkładam na bok czytanie, albo biała laska na horyzoncie. Chyba, że liczę na Nobla za ileś lat. Co wybrałem?

Monica Belucci i Scarlett Johansson

Ach.

Jedzenie

Też lubię. Jak koń owies. To, co lubi Beger to też lubię, ale chciałem nie pisać o oczywistościach, więc nie ma oddzielnego hasła.

Za te i za wszystkie grzechy zapomniane żałuję i z całego serca obiecuję poprawę, ale to już w następnym roku ewentualnie.

skarbie czy mnie udusisz: poduszką w myszki mickey
kiedy już zmizernieję. i czy twoje zastrzyki

skutecznie mnie uśpią: kiedy niemal nie będzie mnie w ogóle
będę strzępem krztą okruchem byle drobiną spętaną bólem.

czy trzepniesz w potylicę: ciosem na odlew
tę resztkę mnie robiącą pod siebie. śliniącego się jak niemowlę.

charczącego pod namiotem tlenowym. czy dokręcisz kurek
wyciągniesz wtyczkę z gniazdka: czy targniesz zaciskającym się sznurem

kiedy już stracę czucie w nogach. kiedy mój uścisk się rozluźni
zostanie ze mnie marna trzcina wrak ruina czy z tej próżni

gryp tryprów wysięków mnie wyrwiesz. czy mnie twoja kula ukoi
w ostatniej godzinie. aniele: nie ma już światła które byłoby moim

(D.A.Powell – [skarbie czy mnie udusisz: poduszką w myszki mickey])

Zdechnę kiedyś, to nie ulega wątpliwości. Zdycham teraz, to również nie ulega wątpliwości. Od chłopaków z drugiego pokoju wziąłem sobie z biurka czadowe antybiotyki. Zwyczajowo leczy się nimi rzeżączkę i kiłę. Nie powiem, zabawa po nich przednia. Po dwóch pierwszych tabletkach – a wielkie to są tabletki – widziałem biegające po ścianach mojego pokoju żyrafy i nosorożce, ogniki, jakby zerwane z apostolskich głów, przelatywały między nogami dzikich zwierząt, po oczach chodziły ogniki jeszcze innego rodzaju, a ze stosów gazet po raz kolejny zaczęły wyłazić czarne włochate pająki. Poszedłbym jak należy do lekarza, ale tak bardzo się boję, że gruba pani w białym fartuchu znowu wsadzi mi do samych migdałków drewniany patyk i znowu poczułbym się niedobrze. Jeden kolega powiedział mi ostatnio, że w robieniu laski najbardziej lubi jak go penis merda po samych prawie migdałkach, ale to zdanie kolegi, nie moje, niestety. Może gdybym miał jak ten mój jeden kolega to bym się nie bał tych wszystkich szerokich patyczków pełniących swą powinność po wypowiedzeniu długiego „a”. A inny jeden mój kolega to mi powiedział, że jeśli to prawda, że gastroskopię można robić również przez odbyt, a nie tylko doustnie, to on by poszedł na ten zabieg kilka razy z rzędu. A inna moja koleżanka to mi z kolei powiedziała, że oni na tej gastroskopii to mają jeden wężyk i jednemu pacjentowi go do buzi, a następnemu do odbytu i tak w kółko. Państwo wybaczą moim kolegom i mojemu kolegów moich cytowaniu – to przez chorobę najpewniej wszystko. I to spanie, którego, jak się okazuje, czasami naprawdę brakuje. To śliny przełykanie, które jest połykaniem dużych, ostrych, wielokolczastych kamieni, które wystarczają obecnie za cały pokarm. Dziękuję, wystarczy, więcej nie trzeba. Później sobie jeszcze dołożę. Dokładam sobie, cały czas sobie dokładam. Tu smarknę, tam kaszlnę. Tu kichnę, tam rozgorączkowane czoło przyłożę do zimnej ściany. Tylko kto pójdzie dzisiaj po węgiel? Kto dzisiaj zrobi mi naprawdę dobrze i naprawdę profesjonalnie? Przez całą noc pisałem smsy. Pisałem do ludzi, którzy mogą mnie już nie pamiętać, którzy mogą myśleć, że nigdy mnie nie znały, które myślą, że znać mnie nie chcą. A rano i tak przyszedł jeden tylko sms i to od faceta, z którym łączy mnie tylko jeden tomik wierszy, a i to tylko na chwilę. To przez chorobę musi być wszystko. Wszystko musi być, bo choroba. Rozłożę się na czynniki pierwsze, czuję się jak wiersz na ćwiczeniach z poetyki. A to choroba tylko, to całe lenistwo, to całe w łóżku leżenie, żyraf i nosorożców wokół żyrandola biegnących obserwowanie i w notesiku szkicowanie. Dobra, w tym tygodniu nie jadłem zupki chińskiej, a to już przecież dużo. Zjadłem trzy paczki czipsów, tylko litr coli, za to aż trzy mirindy, napoje energetyzujące wypiłem tylko dwa, przyznaję się, piłem trochę alkoholu, ale wydarzenie było wielkiej rangi, niech zostaną mi wybaczone setki wódki, niechlujne łyki wstrętnego piwska, niebieskie drinki, dotykanie palcem pianki na ostatniej kawie zrobionej przez moją dziewczynę przy mnie. Już nie będzie żadnej kawy robionej przez moją dziewczynę, które to robienie kawy na własne oczy mógłbym zobaczyć. A tak, kawę też ograniczyłem, nie piję już prawie wcale. Dobra, przyznaję się – kiedy robiłaś kawę i tak najczęściej jeszcze spałem. Rzadziej podnosiłem głowę i wyciągałem rękę, żeby chociaż jakaś muzyka umilała ci te niezdrowe rytuały. Wiesz, chyba się cieszę, że w końcu sama nauczyłaś się zapalać gaz. Potem wracałaś z kubkiem gorącej niezdrowej kawy i zasypiałem natychmiast, gdy znowu mogłem przytulić się do twoich ud. Tyle ze mnie miałaś pożytku, że aż zazdroszczę ci ukochanego chłopca. Powiedz mi, jak myślisz – umrę od tego antybiotyku spożywanego bez reguł, recept i odpowiednich dyspozycji? Powiedz, jak myślisz – co kryje się w moim żołądku, co mieszka w mojej krtani, wątrobie, jelitach i woreczku żółciowym? Jak myślisz – czy nadejdzie moment, w którym urząd gminy zakupi swojemu mieszkańcowi białą laskę, żeby można było przechodzić ze spożywczego na drugą stronę ulicy, gdzie przystanek autobusowy? A to spanie, te godziny spędzane w łóżku, wiecznie przemęczone oczy i tajemnicze choroby atakujące po wyjazdach ukochanych – to wszystko to skąd i do czego ostatecznie mnie doprowadzi? Może istnieją jeszcze jakieś inne choroby, jakieś inne powody, słabe oświetlenie, brak światła punktowego, nieszczelne okna i popękane szyby, zalana przez nieuwagę łazienka, pierdolnięty nie wiadomo gdzie szalik, to samo z pierdolniętym nie wiadomo gdzie zegarkiem, baterie do pilota i baterie do budzika, których wciąż nie mogę sobie przypomnieć robiąc zakupy, karteczki z listą zakupów i pilnych rzeczy do zrobienia, które zapominam wyciągnąć i przeczytać w odpowiedniej chwili, przedłużacz i wychodzące z niego kable, przez które przewracają się nieprzystosowani współlokatorzy, sterty gazet, sterty książek, kolekcjonowane skrupulatnie chwały oręża polskiego, historie banknotów polskich i cuda jana pawła w kilku odmiennych wydaniach, puste butelki po wodzie mineralnej, opróżnione kubusie, niewypakowane od kilku tygodni walizki jebnięte to na krześle to pod stołem, walające się pudełka po lekach bez recepty, bo inne mogę tylko kraść z pokoju obok, wiadra z węglem, wiadra z popiołem, wiadro z szufelką i wiadro z wtorkowym dodatkiem komunikaty, bo tylko ten decyduję się wrzucać do pieca, całą resztę świata kolekcjonuję i układam w nieregularne sterty, te sterty zieją ogniem i wychodzą ze wszystkich stron, te sterty przerażają i może dlatego takie piękne, kochane takie, jedyne, najlepsze, za te sterty życie oddać, życie poddać, ręce w geście unieść. Mogę jeszcze dłużej. Śniło mi się nasze mieszkanie i moje leżące na łóżku ciało, które nie bardzo potrafiło usnąć na dobre z powodu licznych nękających je chorób. W pewnym momencie nozdrza tego ciała wyczuły dziwny zapach. Gaz, gaz! Kurwa mać, gaz! Przykryłem sobie dłonią usta i nie zapalając żadnych świateł, nie zapalając niczego, niczego nie dotykając, wbiegłem do kuchni. Wymacałem pokrętła i skręciłem to, które ktoś zapomniał zakręcić. W pokoju chwyciłem laptopa i wybiegłem do chłopaków, zacząłem krzyczeć, nakazałem nie zapalać żadnego światła, zadzwoniłem po pogotowie, modliłem się o moje stosy gazet, moje stosy książek. Wyobrażałem sobie przypadkowe włączenie światła, małą iskierkę, mały błysk światła i wielką jasną łunę nad miastem, tony papierowego popiołu unoszące się nad Alejami, Zwierzyniecką, Floriańską, nad Wisłą, zmuszające do kichania samego smoka wawelskiego. A potem zauważyłem, że nie śpię. I bałem się tak bardzo, że z tego strachu nawet żyrafy i nosorożce gdzieś się pochowały.


Zaprasza się

5 komentarzy

www.malkontent.blox.pl

Innymi słowy zapraszam serdecznie do lektury mojego (nie)skromnego, subiektywnie wojującego notatnika z codzienności, szkicownika z komentarzami tyczącymi się tego, co za oknem i w telewizorze, tego, co w wielkim świecie i na kartach stustronicowej książki zakupionej w promocyjnej cenie. Zapraszam nieśmiało do moich częstokroć pośpiesznie na kolanie sporządzanych komentarzy, kąśliwych i szyderczych, groteskowych i nierzadko absurdalnych zapewne reakcji na wydarzenia krajowe i poza granice naszego kraiku wykraczające, zapraszam do świata moich lektur, zainteresowań, obaw, frustracji, rzeczy mniej lub bardziej dotyczących (czy dotykających) mnie osobiście. Niech będzie dla was wszystkich ta mieszanina faktów i półprawd, śmiesznostek i refleksji, absurdów i nieczystych zagrań, populistycznych argumentów i demagogicznych uzurpacji, zapisków z rzeczywistości i nierzeczywistych rojeń czymś interesującym po prostu. Z tego lub innego powodu.

Pozdrawiam serdecznie
Grzegorz Wysocki

No to będziemy kończyć powolutku, klocki do worka chować, bo tak już jakiś rok właściwie dogorywam i piszę od wielkiego święta do święta jeszcze większego. Czasy takie za oknem i w telewizorze, że nastrój jakiś taki mało poetycki, że zamiast podróży sentymentalnych stoi się w kolejce do sekretariatu, że od wiary, miłości i nadziei ważniejsze amnestie dla maturzystów, wybuchy w Nigerii i bracia przy sterze.

Wnioski są takie, że od jakichś już dwóch miesięcy przygotowuję nowy projekt, rzecz poważniejszą od tych wszystkich miłosnych, mniej lub bardziej radosnych zmazów nocnych tutaj. Jakoś tam ja jako stary dobry słodziutki Grzesiu Wysocki mam nadzieję będę spozierał z tych tekstów, ale będzie tam trochę z wieszcza, publicysty, poety, racjonalisty, surrealisty, szydercy i gospodyni domowej w jednym. W zamierzeniu taki drobnomieszczański tygiel kulturowy.

Od czasu do czasu jakąś miłosną czy ckliwą impresję i inną rzewną melodię pewnie tu wkleję, ale serce włożyć postaram się w moje nowiutkie, polerowane dopiero niemowlę. Będzie i smutno i śmiesznie, i pompatycznie i straszno. Tak, tak – nadziei pokładam, jak państwo widzą, mnóstwo. O szczególach wkrótce. A jak się będzie we mnie dusza rzewna odzywała i do przodu wyrywała to się na pewno w tym miejscu statecznym i zasłużonym rozpisze.

W chwiliobecnej jednak komary i muchy kąśliwe i upał przeraźliwy i tyle problemów natuy administracyjnej, że ech, ech. Buziaki kociaki.

GW

I znów jestem nie w stanie. Przepraszam. Przepraszam, przepraszam. Wmuszę w ciebie swoje przeprosiny, wypełnię cię nimi. Nie zapomnij tylko, nie zapomnij, co mówiliśmy i dokąd mieliśmy dojść. A potem nagle się zatrzymaliśmy i przyjechał tramwaj linii. I ja stałem po jednej stronie ulicy, a między nami był tramwaj. I tramwaj odjechał, bo nie mógł tak stać dalej w miejscu. Minął kilka przystanków, przy ostatnim wyrzucił z siebie wszystko. Ludzi, psy, plastikowe kukiełki, kogoś, kto czekał, ale nie mógł wiedzieć na co. Jeśli skontrolują nam bilety, nie będziemy wiedzieć co pokazać. Tak to żałośnie wszystko wygląda, tacy smutni jesteśmy. Musimy oszukiwać. Piszę do ciebie z tego miejsca, bo nie mam innych miejsc już w ogóle. Piszę do ciebie w takim stanie, piszę, bo nie wiedząc co powiedzieć muszę to zapisać. Przepraszam, przepraszam. Bo jestem, a mogłoby mnie nie być. Bo będę, a może nie do końca. Bo byłem, a nie wiadomo czy na pewno. Na środek wielkiego pokoju wylewam benzynę i podpalam. Lonty, małe lonty. Nie zapominajmy, bo nie zostaną żadne dowody, nie będzie żadnych śladów, a tropy zmylą nas wszystkich. Gra w podchody. Ja podchodzę do ciebie, ty podchodzisz do mnie. Uczestnictwo osób trzecich. Panu dziękujemy, pani dziękujemy. Kulturalnie wpierdalamy się we wszystkie serca po kolei. A może wytniemy panu kawałek, a może prześlemy tę pani drobinkę do laboratoryjnej analizy. Koty miauczą za oknem. Utożsamiam się. Drą koty, całe noce drą, jak rozdzierane niemowlęta. Musisz tutaj przyjść i zobaczyć. Tylko w ten sposób możesz mi uwierzyć na słowo. Słowo wypowiedziane, słowo zapisane, wszystkie słowa wyrzucone poza obieg. Tylko słowo fizycznie przetworzone jest prawdziwe. I tylko takie jest. Podchodzimy do siebie słowami, a potem odwrót, kryć się, na ziemię, twarzą do gleby, ręce na kark. Mama pojechała daleko i nie ma mamy. Smutna pani śpiewa smutne piosenki i zamyka mój pokój na wszystkie drzwi. Śpiewa mi o drzwiach, których nie ma w moim pokoju. Je również zamyka. Ten pierwszy posiłek dzisiejszego dnia zjem po szesnastej, pozwolisz. Któregoś dnia zrobię sobie badanie krwi, żeby zobaczyć jak to jest naprawdę. A oni w swoich białych kitlach. I rozpostrą moją krew, by można ją było zobaczyć w projektorach, powiększoną na ścianach. Nie wyjdę już z pokoju, donikąd nie wyjdę. Tutaj tak będę siedział. A pocztą przyjdą bułki zasuszone i listy zasuszone. Kilka ładnych obrazów. Z telefonu usłyszę, że bardzo całujesz i nie wiesz co to jest, ale zapewne tęsknota. I że przyszłabyś, weszłabyś, została. Ale smutna pani smutno śpiewa i zamyka wszystkie drzwi na wszystkie klucze. Stąd nie ma odwrotu. Nie jestem w stanie dosięgnąć klamki, nie jestem w stanie, przepraszam, że nie jestem w stanie. W jakim dzisiaj jesteś stanie? Na co wskazuje twój stan? Kogo wskazuje? Mój telefon mówi, że. I odpowiada na. Krew będzie przezroczysta, tylko musisz ją zmieszać. Krew swoją i smutek, jakie to smutne, a jakie to prawdziwe. Bajki dla dorosłych, którymi nie potrafimy się stać. Jestem nie wstanie, jestem nie wstanie. Już nie wstanę.
Cieszę się, że odpadłam

(Joasia Jabłczyńska; „Taniec z gwiazdami”)

cieszę się, bo lodówki śmierdzą nie tylko w moim domu
cieszę się, bo tyle osób umiera, a ja o tym nie wiem
cieszę się, bo moja dziewczyna rozpakowując serek mówi: „popatrz jakie super i to się tak rozłupuje i tak się je”
ciesze się, że Hans Magnus
cieszę się, że Belgowie z Dodo zostawili dużo sera i jeszcze więcej dobrego mięsa
cieszę się, bo meridith monk nie nadaje się do sobotniej audycji o dziewiątej rano
cieszę się, że kosmonauci mieszkają w lasach
cieszę się, że nie prowadziłem bloga w czasie matury
że w tesco mają maszynki do golenia włosów, które wciągają w swoje tryby całą głowę, a potem ma się krosty i wciąż pełno włosów i zarostu
że sesja, która się zbliża będzie najgorszym okresem w moim życiu i chyba jednak trzeba będzie prosić o trzymanie kciuków
że mój blog nie ma już żadnych czytelników, a tym samym po pierwsze moge sobie prosić, po drugie blog.pl rzadko wsadza mi reklamy, a po trzecie nie będe jak nastoletnia maturzystka, której z nadmiaru emocji makijaż ścieka za dekolt
cieszę się, że obecnie jem chipsy tylko co kilka dni, a coca-coli nie piłem już od tygodnia
cieszę się, bo są supermarkety
cieszę się, bo są one dla mnie każdorazowo kuszeniem chrystusa w mojej skromnej osobie
cieszę się, że dawno już przestałem właściwie czytać blogi
cieszę się, że jest ciepło i pot spływa z pleców aż na sprzączkę paska z przodu
cieszę się, że są czytelnicy, którzy powiedzą, że straciłeś styl i tacy, którzy powiedzą, że przesadziłeś zdecydowanie z tym wycyzelowaniem
cieszę się, że bezkarnie mogę używać przymiotnika „wycyzelowane”
cieszę się że boję się od jakiegoś czasu analogowych maszynek do golenia
że moja dziewczyna wciąz nie rozpocżęła pisania swojego queerowo-genderowo-feministycznego licencjatu
ciesze się, bo myslę, że im później tym lepiej
cieszę się, bo ona równiez tak uważa
cieszę się, że chłopak mojej dziewczyny nie zawsze się z nią zgadza
cieszę się, że moja dziewczyna nienawidzi mnie piętnaście razy dziennie i mówi mi to częściej niż to, że mnie kocha
cieszę się, że w ogóle mam dziewczynę
cieszę się, że jest tyle milionów chłopaków bez dziewczyn
cieszę się, że tak wiele dziewczyn udaje dziewice
jeszcze bardziej cieszę się, że tak wiele udaje, że nimi nie jest
cieszę się, że moja dziewczyna nienawidzi komputera i ukradła toster z góry
cieszę się, że moja dziewczyna wciąż jest dziewicą
cieszę się, że tak sobie tu żartuje i wciąż jestem głupi jak moje żarty
cieszę się, że jest to takie smutne
i, że może ktoś nawet będzie mi współczuł
cieszę się, bo moja dziewczyna nawet gdy jestem szybszy od niej mówi „łał!”
cieszę się, że nie umiem języka niemieckiego
i że języka angielskiego
cieszę się, że tak dużo ludzi jest w tej chwili pijanych, głupich, rozebranych i zakatarzonych jednocześnie
cieszę się, że moja dziewczyna jest mniejszym narcyzem ode mnie
cieszę się, że nawet Wałęsa nienawidzi obecnego rządu
cieszę się, bo Wałęsa też ma wąsa
ciesze się, bo mam wąsa przez jebane maszynki z Tesco
ciesze się, bo piszę sobie tu, co tylko chcę
cieszę się, bo zawsze znajdzie się jakiś głąb, który to wszystko przeczyta
cieszę się, że nawet ja nim będe w nagłym przypływie autouwielbienia
cieszę się, bo Luca ma świńską nerkę, a Grzęda sika na stojąco
cieszę się, bo wypiłem red bulla, a potem kilka piw i było tak szaro i się rozmazywało i Dorota Masłowska przechodziła, a za nią biegła Drotkiewicz
cieszę się, bo Ukraińcy mówią tak, że ich nie rozumiem
ciesze się, bo utożsamiam się z Ukraińcami
cieszę się, bo jestem jak papież, ale nie powiem dlaczego
cieszę się, że nie wszytsko wolno mi powiedzieć
cieszę się, bo mogę wszystko napisać
cieszę się, że pani Oparek się cieszyła, że jestem i że taki fajny
ciesze się, bo wcale nie jestem taki fajny
ciesze się, że jestem taki nerwowy
cieszę się, bo musze spać co najmniej dwanaście godzin, by być żywym
cieszę się, bo podręcznik, z którego zamierzam się nauczyć niemieckiego przeznaczony był onegdaj dla uczniów technikum
cieszę się, bo z uczniami technikum również się utożsamiam
cieszę się, że mam brata, który słucha techno
cieszę się, że mam jeszcze brata, który słucha techno tylko dlatego, że jego brat słucha techno
cieszę się, bo nawet studenci ujotu słuchają hard-core-techno
cieszę się, że mój brat słuchający techno jets jak studenci UJ
cieszę się, że jest tak wielu łupich studentów, których mógłbym rozstrzelać na jakimś placu zwycięstwa lub wolności
cieszę się, że mamy biuro antykorupcyjne i bezrobocie spadnie
i że nie będzie agentów w telewizji
ciesze się, bo wszystkich wyrzuca z telewizji
cieszę się, bo i ty możesz być agentem
więcej – z pewnością nim jesteś
cieszę się, że mogę sobie pisać o polityce
i udawać, że się na niej znam
i że możecie mi skoczyć jeśli uważacie inaczej
cieszę się, że chce mnie pobić pani, która jest eks-kapitanem GROMu i ma czarny pas, a może nawet dwa
cieszę się, bo to wszystko dzięki literaturze
cieszę się, że jest tak mało pieniędzy na literaturę
cieszę się, bo dzięki temu w literaturze mamy tylu samo skurwysynów co w życiu
cieszę się, bo trzeba zrobić raport dobowy
cieszę się, bo do szesnastej można zamówić pizzę za pół ceny, ale tylko jeśli jest się właścicielem hostelu
cieszę się, bo panuje chaos informacyjny i każdy ma jakąś fajną chorobę
cieszę się, bo boję się raka
cieszę się, bo czytam encyklopedię zdrowia po to, by bać się jeszcze bardziej
cieszę się, że są jeszcze lekarze
i że biorą łapówki,
cieszę się, że biorą łapówki, gdyż to czyni ich dobrymi lekarzami i nie powoduje, że zmieniają profesję
cieszę się, że nasz naród jest taki przedsiębiorczy
i że nie ma pracy, ani grosza, nie zna języków i ma brzydką mordę, a mimo tego co niedzielę stawia się uczynnie w nawie głównej
cieszę się, że jest tak ciemno
cieszę się, że nawet w telewizji będą „Egoiści”
i że teraz jest „Dzień świra”
i że trzeba to ogłaszać w programie telewizyjnym, żeby było wiadomo
cieszę się, że czasami trzeba powiedzieć coś, co wszyscy wiedzą
i że ci wszyscy wcale się z tego powodu nie złoszczą
i cieszę się, że Jaszczur ma urodziny i wysłał mi głowy hiphopu w załączniku
i że Dagmara zapraszała mnei na wódkę, no ale nie mogłem, bo zawsze trzeba coś wybrać, a nie zawsze można wybrać najlepiej
i że Dolinka tez mnie zapraszała, ale ja nie mogłem się zdecydować
i że poszedłem potem jeszcze gdzie indziej mimo że nie miałem zaproszeniem
cieszę się, bo bola mnie oczy i obgryzam skórki
ciesze się, bo mam głupie buty
i palce całe od salami
cieszę się, bo wczoraj miałem od kabanosów
cieszę się, że kabanosy są takie drogie i dzięki nim moge czuć się elitarnie
cieszę się.

I.
Wstaję coraz później. Wkurwia to niezmiernie. Spać idę oczywiście jeszcze później. Głupia sytuacja, no.
Jak się wstaje późno to się nic nie chce. Jak się chce, to się nie ma sił, bo jest się a bardzo zmęczonym. Jak się teoretycznie jest za bardzo wyspanym, to w praktyce jest się niewyspanym w ogóle, przez dzień cały (a dzień taki zaczyna się między 14 a 17 po południu) zaspanym. Głupia sytuacja, no.

II.
Jem coraz gorzej. Obiad z pseudoproduktów zakupionych masowo i gromadnie w Tesco nazywamy z Kasią zdrowym żarciem, co powinno być dla państwa wystarczającym zarysem naszych nawyków żywnościowych. Kasia to w gruncie rzeczy jeszcze nie ma tak źle, bo ona to chociaż lubi te wsyztskie takie twarogi i te wiejskie serki, co tak śmierdzą, ale podobno zdrowiem, no i ona jeszcze owoce na przykład i warzywa, a ja niezmiernie nie. Bo nie.
W ostatnim numerze Playboya jets taka wkładka dla prawdziwych mężczyzn, w której są takie różne rzeczy na wielu stronach, że tam ćwiczenia takie na mięśnie, ubiory modne i kobiety, tajemnice wstępnych gier i inne różności, no i ja sobie te dla prawdziwych mężczyzn stronice oczywiście przejrzałem, co by się spróbować dowartościować, no więc pośród tych wszytskich jakże wartościowych poradników znalazła się i taka strona, na której wymieniono produkty żywnośiowe, które jedzone spowodują, że się umrze i to jeszcze jak najszybciej, najboleśniej i najohydniej. Jak nietrudno się domyślać wszytsko, co na tej stronie wymieniono należy do codziennego właściwie menu niżej podpisanego. A znajdują się tam tez moi ulubieńcy, a więc cola, chipsy, fast foody no i oczywiście mięso.
Cały czas z diety studenckiej nie usunąłem również: zupek chińskich (ostatnio żeśmy nawet w Tesco nabyli chińskozupne hiciory, a więc Wifony, także krewetkowe); pierogów za trzy złote paczka (szczególnie żydowskie pierogi firmy Lewi nabywane z Lewiatana, które po otwarciu paczki jawią się nam ze wszystkim pęknieciami na cieście, w które je opatulono); hambugerów za dwa złote; kebabów z sosem średnim; kabanosów po dwie laski dorzucane do pojedynczych zakupów; batoników Prince Polo XXL; pasztetu z zielonym pieprzem; frytek; zapiekanek ze szczypiorkiem (kultowe „Żydy z pieca” na Kazimierzu); napojów energytuzujących firmy Tesco z jakąś dziką pumą na puszce. I wiele jeszcze. Ku przestrodze czytelnika.

III.
Wydaję coraz więcej pieniędzy.Zważywszy na skład wyzej wymienionego menu zwiększające się nieustannie wydatki moga dziwić i dziwią rzeczywiście, na przykład mnie samego. Z drugiej strony przyczyn takiego stanu rzeczy nietrudno się doszukiwać. Szukac nie trzeba daleko – dwa mieszkania, z których jedno do opłacania w całości, a drugie póki co przynajmniej niewielkiej części, jedzenie, a jem chyba doraz więcej, czytanie, a czytam coraz mniej, co równoznaczne jest z chęcią czytania coraz więcej, a by móc kiedys czytac więcej, trzeba tez więcej tego do czytania mieć, takie czytelnicze przeklęte i zaklęte, a nade wszystko wolnorynkowe i konsumpcjonistycznie ukierunkowane koło powoduje po pierwsz,e że robi się niedobrze na samą myśl, a po drugie robi się ciasno w pokojach, w których przychodzi nam żyć.
Wydatki to także pierdolone Allegro. Jebany nałóg. Nie ma co gadać. Wystarczy raz wejść do piekła, a potem już trudno wyczołgć się choćby i do czyśca, że zobrazuje taka tanią metaforką to całe gówno, które powoduje, że czasami żal wydac złotówkę na chleb, bo tu te chuje wszytskie z Allegro poganiają, przypominają, się domagają.
Państwo wybaczą te przekleństwa i tę agresję. To przynajmniej niewiele kosztuje.
O zdrowie psychiczne martwić się nie ma co, bo to już raczej choroba, a nie zdrowie, a więc spoko.
No a jeszcze z domu sygnały, ale także smsy i telefony czasami niepokojące. Że przydałby się najstarszy syn-biznesmen. A jak nie biznesmen, to chociaż taki syn, co skąpcem nie jest i ladaco i gierojem i rozrzutnikiem.

IV.
Czytam coraz mniej.
Piszę coraz mniej.

V.
Tą notką próbowałem zaprzeczyć punktowi czwartemu. Napisałem dużo, a z rana (po 17) może nawet przeczytam. W myśl reguły, że na ulicy Długiej najbardziej podoba mi się fragment z lustrem wywieszonym przy jednym sklepie. Bo zawsze to miło zobaczyć na ulicy jakąś znajomą, miłą i sympatyczna mordę. Można się zatrzymać i uśmiechnąć. Całkiem szczerze i jak najszerzej.

23 marca o godz. 18.00 w sali kameralnej Teatru Korez w Katowicach (Plac Sejmu Śląskiego 2, bydynek GCK) czytałem kawałki z archiwum bloga. Tak żeby zainteresowani wiedzieli.

Z rzeczy aktualnych to jestem nieustannie zajęty i na nic nie mam czasu, wciąz nie wystarcza mi pieniędzy, więcej mam potrzeb niż ich realizacji, a jakby tego wszystkiego było mało to jest jeszcze niezłe zapierdalanie na uczelni, przeciw któremu nieustannie sie buntuję co powoli, coraz szybciej, obraca się przeciwko mojej skromnej osobie.

No i, jak już wielokrotnie powtarzałem, nie ma o czym mówić tak w ogóle.

Pozdrawiam
Grześ


  • RSS