Mogę pisać najsmutniejsze wersy tej nocy.

Napisać na przykład: „Noc jest rozgwieżdżona
i drżą błękitne gwizdy w oddali”.

Wiatr nocy krąży po niebie i śpiewa.

Mogę pisać najsmutniejsze wersy tej nocy.
Kochałem ją i niekiedy ona również mnie kochała.

W noce takie jak ta trzymałem ją w ramionach.
Całowałem ją tyle razy pod bezkresnym niebem.

Ona mnie kochała, niekiedy ja również ją kochałem.
Jakże było nie kochać jej wielkich nieruchomych oczu.

Mogę pisać najsmutniejsze wersy tej nocy.
Pomyśleć że jej nie mam. Odczuć że ją utraciłem.

Słuchać niezmierzonej nocy, bardziej niezmierzonej bez niej.
I wers opada w duszę jak na pastwisko rosa.

I co z tego, że moja miłość nie mogła jej zatrzymać.
Noc jest rozgwieżdżona a ona nie jest ze mną.

To wszystko. W oddali ktoś śpiewa. W oddali.
Moja dusza nie raduje się że ją utraciła.

Jakby chcąc się zbliżyć do niej moje spojrzenie jej szuka.
Moje serce jej szuka a ona nie jest ze mną.

Ta sama noc co wybiela te same drzewa.
My, ci z wtedy, już nie jesteśmy tymi samymi.

Już jej nie kocham, to pewne, lecz jakże ją kochałem.
Mój głos szukał wiatru by zagrać jej słuch.

Innego. Będzie innego. Jak wcześniej moich pocałunków.
Jej głos, jej jasne ciało. Jej nieskończone oczy.

Już jej nie kocham, to pewne, lecz może ją kocham.
Tak krótka jest miłość i tak długie jest zapominanie.

Ponieważ w noce takie jak ta trzymałem ją w ramionach,
moja dusza nie raduje się że ją utraciła.

Nawet jeśli ten będzie ostatnim bólem, który ona spowodowała,
a te są ostatnimi wersami, które jej piszę.

[Cyt. za "Europa" nr 37/2007, s. 16]