wysocki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2007

Kobieta i mężczyzna idą przez oddział chorych na raka

Mężczyzna:
Ten rząd to są łona w rozkładzie,
a w tym rzędzie rozpadające się piersi.
Przy łóżku śmierdzi łóżko.
Siostry zmieniają co godzinę.

Podnieś spokojnie kołdrę.
Spójrz, ta bryła tłuszczu i zgniłe soki
Kiedyś jakiemuś mężczyźnie były wszystkim,
Znaczyły ekstazę i ojczyznę.

Chodź, spójrz na tę bliznę na piersi.
Czu wyczuwasz ten różaniec miękkich węzłów?
Pomacaj lekko. Ciało jest nieczułe i nie boli.

Ta tutaj krwawi jak z trzydziestu ciał.
Nikt nie ma tyle krwi.
A tej znów wycięto przed porodem
Dziecko z rakowatego łona.

Pozwalamy im spać. Dniem i nocą. Nowym
mówimy: tu się zdrowo sypia. Tylko w niedzielę
na odwiedziny częściowo ich się budzi.

Pożywienia jeszcze trochę przyjmują. Plecy
są raną. Widzisz te muchy? Czasem
myje ich siostra. Jak się zmywa ławy.

Tu już pęcznieje zagon na każdym łóżku.
Mięso upodabnia się do pola. Żar uchodzi.
Soki gotowe do wycieku. Ziemia woła.

„Od dawna już nie starał się tulić do niej w nocy. Nie lubiła tego, nie chciała, złościła się, gdy kładł na nią nogę. Najczęściej więc obejmował swą skotłowaną kołdrę”.

„Kiedyś kilka razy delikatnie położył dłoń, a to na brzuchu, to na jej udzie; starał się wyczuć obecność Magdaleny pod okryciem, poruszył dłonią delikatnie, głaszcząc bardziej pościel, niż jej ciało. Budzisz mnie – mówiła niespodziewanie głosem czujnym i nieprzyjaznym, jakby w ogóle nie spała. Raz, gdy nie przestał, wpadła w prawdziwą furię. – To mnie wytrąca ze snu… – próbowała usprawiedliwić swój gniew. Oczywiście, nie wierzył jej”.

[Cyt. za Dariusz Bitner, "Książka", Szczecin 2006]

„Do roli dystrybutora nadziei i krzepiciela swego otoczenia z pewnością się więc nie nadaję, przecież sam właściwie pragnę wciąż jakiejś otuchy”.

„przecież ja właściwie wciąż czegoś się boję i nawet ta moja rzekoma odwaga i wytrzymałość biorą się ze strachu – ze strachu przed własnym sumieniem, które tak mnie chętnie dręczy za faktyczne i domniemane zawody!”.

„Moje rozkołysane wykresy na ekranie nad łóżkiem zawsze się uspokajały i wracały do normy, kiedy tylko Dasza wchodziła do szpitala”.

[Cyt. za "Tygodnik Powszechny" nr 35 z 2 września 2007]


  • RSS