wysocki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2007

Ty chujozo pierdolona
(Frytka; BAR 3)
Andrzej, nawet się kurwa nie domyślasz, no, nie domyślasz się wcale. Sam nie wiesz jakie świństwo mi zrobiłeś i jak trudno będzie mi tobie przebaczyć. Wiesz, Andrzej, no, sorry stary, ale tak to wygląda – spierdoliłeś sprawę na całej linii. Muszę to powiedzieć wprost – popełniłeś błąd swojego życia. Andrzej, pogadajmy jak mężczyźni.
No bo, sorry stary, od czasu do czasu musimy umieć chwycić kogoś za jaja i ścisnąć tak mocno, że już naprawdę żadne rozsądne słowa nie przychodzą nam do głowy i nic tylko siać, siać, siać zamęt. Wiesz no, ja mógłbym teraz stanąć na środku korytarza i krzyczeć, krzyczeć przeraźliwie, bo przecież – bądźmy mężczyznami, nie oszukujmy się więcej – jestem w głębi ducha zagubioną dziewczynką biegającą nago po lesie, jeszcze wczoraj zbierającą jagody do wiklinowego koszyczka, dzisiaj płaczącą, zagubioną, dziwnie roztrzęsioną, nadmiernie oczytaną we współczesnej literaturze skandynawskiej.
Andrzej, ja wiem, ty też nie chciałeś źle. Świat jest dobrze skonstruowany. Przyznajmy to światu. Wszyscy wszystkim chcą dobrze. Tylko czasami – no kto by pomyślał, no sam powiedz?! – coś się spierdoli i ktoś wsiądzie nie do tego autobusu, co się kończy pod jego domem. Albo inaczej – wnosisz na salę minikomputerek no i cóż, stary, masz przejebane na samym starcie. Bo, stary, musisz wiedzieć – na tej sali nie wolno ci posiadać minikomputera. Nie daj boże jeszcze włączonego. My tutaj wnosimy tylko same poważne myśli i nic ponad to. Musisz to zrozumieć, a jeszcze wcześniej podpisać odpowiednią deklarację. Tak zgadzam się i wyłączam mój jebitny minikomputerek. Tak, Andrzej, świat jest jednak zły i wcale nie taki jak ja bym chciał, żeby był, a już na pewno nie taki, jak tobie się wydaje.
No bo kurwa – co ty w ogóle sobie wyobrażasz? No powiedz sam? Kim ty, kurwa, jesteś żeby wpierdalać się w moje życie ze swoimi brudnymi buciorami podstepmlowanymi w jakimś pierdolonym Collegium Maximus czy innej przybudówce?! No wyraź się stary, teraz masz okazję – ta chwila jest specjalnie dla ciebie. A ta linijka jest po to, żeby porządnie jebnąć cię w głowę. Wytrzeźwiej, stary. Strzeliłeś sobie samobója. Kopnąłeś w pizdę jedynego kolesia, który na kopniaka w pizdeczkę naprawdę sobie nie załużył.
Stary, zapamiętaj, za tę zniewagę przejedziesz się jądrami po torze z postawionych na sztorc żyletek. I będę własnoręcznie je układał, specjalnie dla ciebie. Powiedz coś jeszcze, jeszcze tylko jedno słowo, stary, przystawiam ci mikrofon do skroni, możesz mówić, naprawdę, te kilka wersów jest specjalnie dla ciebie.
Andrzej, jesteś moim bohaterem. Poważnie mówię. Wiesz, mówiłem już o tym. Bądźmy mężczyznami z jajami i nie liżmy się po fiutach w bramach ciemnych kamienic czynszowych. Jestem z tobą szczery jak jeszcze z nikim w życiu. Wiesz, nie napiszę ci już więcej jaki jest ten świat – a tylko ja znam prawdę – ale czasami nie wolno ci mówić tego, co naprawdę czujesz.
Widzisz, Andrzej, przez ciebie ostro przejechałem się chujem po żwirze, a mimo tego dobrze ci radzę. I z miłością ci też mogę poradzić. O, na przykład tak: nie zakochuj się, bo chłopaki nie płaczą. Widzisz, kolejna piękna rada. Całą portmonetkę mam takich.
Ale, powiedz sam, z jakiej niby kurwa racji miałbym dzielić się tym wszystkim akurat z tobą, skoro jebnąłeś młotkiem w moje lewe oko, a potem ugryześ mnie swoimi kłami prosto w pępek? Wiesz, i to wszystko nie są metafory żadne. Kurwa, chodzę i zawodzę. Wszystkich zwodzę. Nie było tak źle, takie były zasady. Wszystkim mówię: wiesz, muszą być pewne zasady, jakieś reguły, ktoś musi to wszystko ustalać z góry i tak jest dobrze. Ale, Andrzej, ja pierdolę – stary, czy ciebie naprawdę popierdoliło? To są zasady? Ty naprawdę myślisz, że to, co ty sobą prezentujesz to jest moralność i to taka z kalendarza przedszkolaka?
Andrzej, ja już naprawdę nie czuję, że rymuję, ale to naprawdę przez ciebie wszystko. Andrzej, no Andrzej, no zastanów się. Przecież – kuuurwa, stary – spierdoliłeś mi wakacje. To po pierwsze. Znieważyłeś mój geniusz, splunąłeś swą protestancką plwociną na mą mądrość, zaciekle wbiłeś po wielokroć śrubokręt w mój intelekt.
Andrzej, przez ciebie moja koleżanka ma zapalenie płuc i mimo że jest bardzo miłą koleżanką wygraża pięścią w twoim kierunku. Wiesz, moja koleżanka bardzo cię nie lubi, a kiedy moje dobre koleżanki kogoś nie lubią to – Andrzej, proszę cię, ten jeden jedyny raz w życiu wysłuchaj mnie uważnie – osobiście zaczynam się zastanawiać czy i ja nie powinienem przestać.
Stary, przez ciebie odeszła ode mnie moja dziewczyna. Wyjechała do ciepłych krajów i beztrosko macha skrzydłami. Przestała mnie kochać i myśli o tym, że morza są słone, a słonie mają duże uszy. O mnie nie myśli i – jak myślisz? – czyja to wina? Andrzej, przejebałeś sobie, naprawdę. To przez ciebie, kiedy z moją inną bardzo dobrą koleżanką wracałem do domu bardzo pijany wyjebałem się prawie na jakiejś pozostałości po batonie. Na szczęście ta moja bardzo dobra koleżanka była wtedy obok i powiedziała do mnie: Gdybyś się przewrócił, złapałabym cię.
I, wiesz Andrzej, coś mi się zdaje, że nie masz jeszcze wpływów na całym świecie, bo wtedy, przy tej pozostałości po batoniku – a musisz wiedzieć, że ta moja bardzo dobra koleżanka bardzo lubi batoniki – no więc wtedy, przy tej pozostałości batonika, nie było cię przy nas i twoje brudne ręce nie dotykały naszych gorących i młodych ciał.
Andrzej, powoli staję się nudny. I, wiesz, to przez ciebie staję się nudny. Ty chuju. Ty głupi chuju. Przez ciebie, przez ciebie wszystko. Całe zło świata. Grafomańska poezja i niskie płace w gastronomii, Microsoft Windows i narciarskie gogle, Mazoch umierający w szpitalu i moja babcia leżąca w grobie, wysokie rachunki za telefon i nie wyczyszczone od dobrych kilku lat myszy firmy Genius. To przez ciebie wszystko. Przemoc w rodzinie i wędliny wiszące na haku, zęby starego człowieka wynalezione w taniej kaszance i jedna z byłych dziewczyn myśląca wciąż o tobie jako o obiekcie łóżkowym, krzywy nos mojego wujka i żona tego samego wujka (no przejebana taka żona i ona jest przejebana właśnie przez ciebie!). Przez ciebie, przez ciebie, chuju głupi, wszystko! Przez ciebie ceny porządnych serów i lansiarskich desek snowboradowych, przez ciebie Stachursky nie radzi sobie z melodyką, a Tym z Bareją, przez ciebie przez cały wtorek nie dostałem ani jednego smsa i to przez ciebie równo minutę po północy napisał mój operator przypominając o kwestiach doprawdy nie tak radosnych, jak tobie mogłoby się wydawać.
Andrzej, wierzę, że wszyscy mamy już dość i że wszyscy tutaj zgromadzeni jesteśmy ludźmi na poziomie i wszyscy prezentujemy sobą jakąś kulturę i jest to kultura zdecydowanie wyższa niż niższa – Andrzej, naprawdę, nie myślę o tobie źle i doceniam twoje starania. Wierzę, że w głębi serca jesteś dobrym człowiekiem dokarmiającym zimą głodne ptaszki i segregującym śmieci wojownikiem o lepsze jutro. Wierzę, że skoro ten jeden jedyny raz w swoim szlachetnym życiu wpuściłeś kogoś do włazu z fekaliami, wierzę gorąco i szczerze, gorliwie i prawdziwie, że potrafisz również mój marny, marny los (bo to życie marne, bo to życie marne) odmienić.
Andrzej, wierzę, że jutro rano obudzę się jako pieprzyk na twarzy Scarlett Johansson z okładki najnowszego „Przekroju”. Naprawdę, Andrzej.

Odbitki

3 komentarzy
Co za ironia. Nie ma cię, gdy powinieneś. Co za ironia. Nie ma cię, a nie powinnaś w ogóle znikać. Nie ma cię, a powinnaś być. Nie ma cię, i to ja właśnie, spowodowałem, że cię nie ma. Wywiozłem cię w obce kraje i zostawiłem tam samą. A potem ty dużo płakałaś, bo odszedłem i przestałem cię nagle kochać. Po prostu obudziłem się tego ranka z pustą głową, ale miałem na tej głowie tyle innych spraw, że nie było źle. Zostawiłem cię na obcym lądzie i od tej chwili byłem taki szczęśliwy. Poznawałem ciekawych ludzi mówiących wieloma językami, zwiedzałem architektury i pracowałem na godziwe życie. Nie potrafiłem zrozumieć, że jestem potrzebny jeszcze komuś oprócz sobie samemu. Zostawiłem cię na obcym lądzie i było mi z tym dobrze. Odszedłem , bo jestem taki młody, a więc wystarczy tylko chcieć, by móc naprawdę wszystko. Jest tyle możliwości! Wręcz uganiam się za zmianami! Zostawiłem cię w obcych krajach, ale nie miej mi tego za złe, bo nigdy, przenigdy, nie chciałem dla ciebie źle, a to, że potraktowałem cię tym razem tak niegodziwie tak naprawdę jeszcze niczego nie oznacza. Proszę, nie osądzaj mnie źle. Bo sama nie wiem co się ze mną dzieje. Co za ironia.

.


  • RSS