No to będziemy kończyć powolutku, klocki do worka chować, bo tak już jakiś rok właściwie dogorywam i piszę od wielkiego święta do święta jeszcze większego. Czasy takie za oknem i w telewizorze, że nastrój jakiś taki mało poetycki, że zamiast podróży sentymentalnych stoi się w kolejce do sekretariatu, że od wiary, miłości i nadziei ważniejsze amnestie dla maturzystów, wybuchy w Nigerii i bracia przy sterze.

Wnioski są takie, że od jakichś już dwóch miesięcy przygotowuję nowy projekt, rzecz poważniejszą od tych wszystkich miłosnych, mniej lub bardziej radosnych zmazów nocnych tutaj. Jakoś tam ja jako stary dobry słodziutki Grzesiu Wysocki mam nadzieję będę spozierał z tych tekstów, ale będzie tam trochę z wieszcza, publicysty, poety, racjonalisty, surrealisty, szydercy i gospodyni domowej w jednym. W zamierzeniu taki drobnomieszczański tygiel kulturowy.

Od czasu do czasu jakąś miłosną czy ckliwą impresję i inną rzewną melodię pewnie tu wkleję, ale serce włożyć postaram się w moje nowiutkie, polerowane dopiero niemowlę. Będzie i smutno i śmiesznie, i pompatycznie i straszno. Tak, tak – nadziei pokładam, jak państwo widzą, mnóstwo. O szczególach wkrótce. A jak się będzie we mnie dusza rzewna odzywała i do przodu wyrywała to się na pewno w tym miejscu statecznym i zasłużonym rozpisze.

W chwiliobecnej jednak komary i muchy kąśliwe i upał przeraźliwy i tyle problemów natuy administracyjnej, że ech, ech. Buziaki kociaki.

GW