I znów jestem nie w stanie. Przepraszam. Przepraszam, przepraszam. Wmuszę w ciebie swoje przeprosiny, wypełnię cię nimi. Nie zapomnij tylko, nie zapomnij, co mówiliśmy i dokąd mieliśmy dojść. A potem nagle się zatrzymaliśmy i przyjechał tramwaj linii. I ja stałem po jednej stronie ulicy, a między nami był tramwaj. I tramwaj odjechał, bo nie mógł tak stać dalej w miejscu. Minął kilka przystanków, przy ostatnim wyrzucił z siebie wszystko. Ludzi, psy, plastikowe kukiełki, kogoś, kto czekał, ale nie mógł wiedzieć na co. Jeśli skontrolują nam bilety, nie będziemy wiedzieć co pokazać. Tak to żałośnie wszystko wygląda, tacy smutni jesteśmy. Musimy oszukiwać. Piszę do ciebie z tego miejsca, bo nie mam innych miejsc już w ogóle. Piszę do ciebie w takim stanie, piszę, bo nie wiedząc co powiedzieć muszę to zapisać. Przepraszam, przepraszam. Bo jestem, a mogłoby mnie nie być. Bo będę, a może nie do końca. Bo byłem, a nie wiadomo czy na pewno. Na środek wielkiego pokoju wylewam benzynę i podpalam. Lonty, małe lonty. Nie zapominajmy, bo nie zostaną żadne dowody, nie będzie żadnych śladów, a tropy zmylą nas wszystkich. Gra w podchody. Ja podchodzę do ciebie, ty podchodzisz do mnie. Uczestnictwo osób trzecich. Panu dziękujemy, pani dziękujemy. Kulturalnie wpierdalamy się we wszystkie serca po kolei. A może wytniemy panu kawałek, a może prześlemy tę pani drobinkę do laboratoryjnej analizy. Koty miauczą za oknem. Utożsamiam się. Drą koty, całe noce drą, jak rozdzierane niemowlęta. Musisz tutaj przyjść i zobaczyć. Tylko w ten sposób możesz mi uwierzyć na słowo. Słowo wypowiedziane, słowo zapisane, wszystkie słowa wyrzucone poza obieg. Tylko słowo fizycznie przetworzone jest prawdziwe. I tylko takie jest. Podchodzimy do siebie słowami, a potem odwrót, kryć się, na ziemię, twarzą do gleby, ręce na kark. Mama pojechała daleko i nie ma mamy. Smutna pani śpiewa smutne piosenki i zamyka mój pokój na wszystkie drzwi. Śpiewa mi o drzwiach, których nie ma w moim pokoju. Je również zamyka. Ten pierwszy posiłek dzisiejszego dnia zjem po szesnastej, pozwolisz. Któregoś dnia zrobię sobie badanie krwi, żeby zobaczyć jak to jest naprawdę. A oni w swoich białych kitlach. I rozpostrą moją krew, by można ją było zobaczyć w projektorach, powiększoną na ścianach. Nie wyjdę już z pokoju, donikąd nie wyjdę. Tutaj tak będę siedział. A pocztą przyjdą bułki zasuszone i listy zasuszone. Kilka ładnych obrazów. Z telefonu usłyszę, że bardzo całujesz i nie wiesz co to jest, ale zapewne tęsknota. I że przyszłabyś, weszłabyś, została. Ale smutna pani smutno śpiewa i zamyka wszystkie drzwi na wszystkie klucze. Stąd nie ma odwrotu. Nie jestem w stanie dosięgnąć klamki, nie jestem w stanie, przepraszam, że nie jestem w stanie. W jakim dzisiaj jesteś stanie? Na co wskazuje twój stan? Kogo wskazuje? Mój telefon mówi, że. I odpowiada na. Krew będzie przezroczysta, tylko musisz ją zmieszać. Krew swoją i smutek, jakie to smutne, a jakie to prawdziwe. Bajki dla dorosłych, którymi nie potrafimy się stać. Jestem nie wstanie, jestem nie wstanie. Już nie wstanę.