wysocki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2005

Dlaczego kruk jest podobny do biureczka?(Lewis Carroll)

Nie powinnaś się śnić. Powinnaś o tym pamiętać. Nie ma za co przepraszać, nie ma sprawy. Kiedy już postanowimy, złożymy zażalenie; zrobimy to razem. Co można zrobić razem, a czego nie można zrobić w łóżku. Od tej pory razem będziemy chodzić na spacery z naszym wspólnym psem, a nasz wspólny pies będzie bawił się naszym wspólnym kotem. Już nasza wspólna w tym głowa, by się zaprzyjaźnili. Zaprzyjaźnijcie się wszyscy, wszyscy razem, my jesteśmy razem, więc i wy bądźcie, więc dlaczego i wy nie możecie? Ach, mówi ona, jaki ten świat okrutny, jaki rozłączony, to permanentne rozłączenie świata i tych wszystkich jego ludzi, tego świata, ja tak już nie mogę dalej żyć, ja tak nie chcę, zrób coś z tym. Wstaję, otwieram okno, noc wpuszcza się do środka. Karaluchy wychodzą na dzienne światło nocy, ta noc już się nie skończy, teraz wejdą pod biurko, noc będzie trwać, trwać. I inne zwierzęta. Lub czasopisma. Rano rozkładamy przed sobą płachty papieru. Możemy przeczytać o masturbacji dwunastolatki, filmach produkowanych w północnej Afryce, analitykach rynków papierów wartościowych. Wszystko nas ciekawi, wszystko nas razem ciekawi. Od tej pory jednym językiem będziemy naklejać znaczki pocztowe, nawet jeśli moje listy pójdą do tych dziewcząt, które tego pragną, a twoje do chłopców, którzy pragną kochać się z tobą na subsaharyjskiej plaży, bo tacy są oryginalni i indywidualni jak opalone przystojniaki z dalekich Polis. Od tej pory jedną książkę będziemy czytać na jednym fotelu siedząc, i zgnieciesz moje uda, i zawładną mną mrówki, i wbiję się łokciem w twoje ramię, i nie powiesz niczego, bo nawet to nie będzie złe. I dojdziemy do środka, więc ja opowiem ci zakończenie, a ty mnie wstęp. To będzie wszystko, to będzie całość. Od tej pory jednym nożem będziemy robić swoje kanapki, choć wiemy dobrze, że nasze gusta kulinarne różnią się tak bardzo. Twoim nożem całym w miodzie na swojej kanapce swój pasztet rozsmaruję. I już po wszystkim powiem ci kilka ładnych słów, byś mogła zamruczeć. Kiciu. Nagramy swoje piękne słowa na dyktafon, kasety magnetofonowe pochowamy w szufladkach, do których nie zaglądamy na co dzień. Dzisiaj jesteśmy tak daleko, w ogóle nie ma nas blisko. Czarne dziury i bilety między nami za tak wielką gromadę pieniędzy. Więc sięgamy na dno szuflady, na szczyty naszych oralnych osiągnięć. Mnie po głowie łazi rozedrganie i to wcale nie jest zły robal. Rozedrganie tak chodzi, chodzi i chodzi, że tak drga, i tak drży. To tak jest, tak drgliwie, i ten chaos, który chciałoby się zapisać jakoś inaczej, bo ten chaos nie jest wcale tym, o czym moglibyście sobie pomyśleć czytając to, co zostaje napisane. Napisane, przeczytane. Dlaczego musi być tak prosto i dlaczego zależności stają się racjonalnymi nie wychodząc poza schemat? Nie można się zgodzić, nie zgadzamy się. Zależność. Tylko wyjść, zamknąć drzwi. Odchodząc, będziesz na mnie patrzeć przez judasza. Wrócę. Syn marnotrawny bierze udział w stosunkach damsko-męskich. Zależność. Od siebie, od ciebie.

XC. Ludzie

3 komentarzy

I

Jebane błota, deszcze i śniegi, przemakające buty, nieszczelne kieszenie przyciężkawych płaszczy. I dwie walizy do tego, torba ze swetrem i kilkoma gazetami do podróży i waliza z kilkunastoma książkami i gazetami, które doczekają się lektury nieco później, i tłum jebanych ludzi, dzieci i starców, kobiet i studentów wieczorowych i zaocznych, i pędzi to całe barachło, ten plebs cały akurat kurwa jak ja pędzę, jak kurwa cztery minuty do pociągu, a siedem, by zdążyć na perony mam, i jak mam kurwa zdążyć, a jeszcze się ślizgam jak łyżwa na lodowisku, a jeszcze wpada na mnie jakiś chłop, z którego dym uchodzi jak ze mnie życie, jak ze mnie wkurwienie całe, i jeszcze dajcie mi kilku turystów, kilku aparatczyków z obiektywami podziwiających monumentalną budowę dworca.
I babcia, która nie ma siły, której pan pomaga przede mną wnieść walizę na schody. I ja ze swoim całym uposażeniem za nią, w pośpiechu, z dymem z ust, z potem z czoła, z wyprzedzaniem jej. I spojrzeniem swoim ciemiężonym, swoim wkurwieniem całym spoglądam na nią resztką sił, resztką czasu. I mówi do mnie:
- Tak się męczymy, prawda?
- Tak.

II

Uspokój się, uspokój się.

III

Kiedy starszy pan wyszedł już z przedziału pani w wieku średnim zatrzymuje się i nie wychodzi. Patrzymy na siebie, wciąż jeszcze ładna z niej kobieta. Uśmiecha się.
- Wie pan co? Ja skądś znałam tego pana. Co pan o tym myśli?
- Myślę, że to mógł być Karol Modzelewski.
- Też tak myślę.
Tak, to mógł być Karol Modzelewski. Czasami trzęsły mu się ręce. Czytał grubą, oprawianą w skórę księgę z rosyjskimi literkami w jej wnętrzu. Ściągnął buty i siedział w przedziale w zabawnych kapciach. Kupił sobie półlitrową wodę mineralną i plastikowy kubeczek. Kubeczek często spadał z butelki. Upadał na ziemię. Schylaliśmy się po niego razem, jednak to on zawsze go podnosił. Czasami spał. Czasami czytał, ale wtedy również wyglądał tak, jakby spał. Wychodząc zaproponował innej wychodzącej pani pomoc w sprawie wyniesienia z pociągu kota. Ale nie trzeba było. Poza tym był to królik, nie kot.
To mógł być Karol Modzelewski. Lub ktokolwiek inny.

IV

Młody krzyczy: Kurwa, w grobie będę spokojny!

V

Fryzjerka w Liniewie mówi, że musi mnie zmartwić, ale będę łysy i nic się nie da zrobić. Odparłem, że to chyba rzeczywiście mnie zmartwiło i że skąd pani o tym wie. Podobno w dość prosty sposób można to sprawdzić. Należy odpowiednio chwycić, odpowiednio spojrzeć w lustro. To nowa fryzjerka, z czternastoletnim synkiem, pochodząca z Sobącza, mieszkająca w Nowym Barkoczynie, egzamin czeladniczy zdała za drugim razem, za pierwszym była zbyt roztrzęsiona z powodu poważnej choroby jej rocznego wtedy synka. Nowa fryzjerka jest pierwszym razem. I straszno, i boleśnie, i wiele dotąd niespotykanych wrażeń, i mniejsze lub większe rozczarowania. Dziwnie tak i nie do końca chciałem. Ale mama mówi, że jak małpa to nie będę chodził po mieście i nawet mowy nie ma. Mowy nie ma, włosów też jakby odrobinę mniej.

VI

Podobno jak się ma dobre siodełko, to wszystko w porządku.

/Dziennikarz do Siergieja Sznurowa/

I

Pan w barze mlecznym mówi do starszej pani: „Ja bym te chuje z chęcią zobaczył w Wiśle pozatapiane”.
Pani zamówiła wcześniej krokiety razy cztery. Zjadła je sama. Pan pił Pepsi. Ja też.
Zośka powiedziała mi jakiś czas temu, że roztopią mi się zęby.

II

Na Rynku koń przytaknął kilkakrotnie głową, gdy przechodziłem obok niego. Niestety, nie potrzebowałem w tym momencie odpowiedzi na żadno z moich pytań.

III

Pani z puszką zapytała czy nie dam na dzieci.
Przypomniało mi się jak z fikuśnym przerażeniem krzyczałaś: Zabierz stąd te dzieci! Zabierz stąd te dzieci!
Nie mogę dać, powiedziałem pani z puszką, bo naprawdę nie mogłem tego zrobić żadnemu z nas.

IV

A koń nie kiwał. Bo to było już za koniem dawno.
Więc nie było wiadomo.

V

Wszedłem dzisiaj na hall, a rzadko bywam, bo sypiam i śpię, bo nie wstaję, bo leżę. I nie wyłazimy, bo nam zakazano. Tak chciałbym czuć – żeby nam zakazano. A jak wyłazimy, bo czasami wyłazić trzeba, to wtedy mam zimne stopy. I wtedy to chuj, a właściwie nie. Ja wiem – to trudno jest zrozumieć. Ale też nie warto.
Więc wszełem dzisiaj na hall i rzuciła się na mnie Karolina. Powiedziała, że chce się ze mną ożenić.
Nie warto, powiedziałem.

VI

A na prawie się spytałem pana prowadzącego czy przez to, że tak tu mamy te zajęcia razem, tak chodzimy sobie i się spotykamy, to ja już mogę w razie zagrożenia ze strony osobników niebezpiecznych mówić o panu per „mój zaprzyjaźniony adwokat”. Tak, żeby się mniej bać.

VII

Bo straszno.

I

Przygotujcie odpowiednie miejsce – może to być dość twardy materac albo rozesłane na podłodze koce przykryte prześcieradłem lub kąpielowym ręcznikiem.
Niech partner ułoży się wygodnie i rozluźni mięśnie. Skoncentrujcie się wyłącznie na masażu. Nie rozmawiajcie, bo nadmiar słów psuje nastrój.

/Magazyn „Zdrowie”. Tytuł artykułu: „Obudźcie swoje zmysły”/

II

W procesie komunikacji, zresztą nie tylko małżeńskiej, obok „odbioru” ważne jest także „nadawanie”. Na ogół potrafimy mówić dużo, ale to nie znaczy, że potrafimy mówić dobrze. Naszym nagminnym grzechem jest nadmierna liczba słów, które nie tylko niczego nie wnoszą, ale często utrudniają współmałżonkowi zro-zumienie tego, co chcemy przekazać. Pamiętajmy też, że nadmiar słów najzwyczajniej męczy drugą osobę, co może mieć duże znaczenie zarówno w procesie porozumiewania się małżonków, jak i w tworzeniu atmosfery wzajemnych kontaktów.

/Stanisław Sławiński w książce „Ślubuję ci miłość”/

III

Nadmiar słów nie nasyca duszy, ale dobre życie uspokaja umysł, a czyste sumienie zbliża do Boga.

/1 Tm 3,9/

IV

Zastąp złe słowa poprawnymi aby utworzyć wyrażenia związane z inwestycjami, rynkiem papierów wartościowych.

/Non Stop English/

V

Ktoś, kto idzie na przechadzkę, musi z największą uwagą i miłością studiować i obserwować każde najmniejsze żywe stworzenie, dziecko, psa, komara, motyla, wróbla, robaka, kwiatek, mężczyznę, dom, drzewo, zarośla, ślimaka, mysz, obłok, górę, liść czy choćby żałosny, porzucony strzępek papieru, na którym jakieś urocze, grzeczne dziecko stawiało pierwsze niezdarne litery.

/Robert Walser/


  • RSS