wysocki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

No więc zacząłem płakać, krzyczeć i kopać, gdzie popadnie. Powiedziałem, że nikt mnie nie kocha, że wszystkich pozabijam, a potem sam się zabiję, i tata zapytał, czy chcę dostać klapsa. Wtedy się obraziłem, mama powiedziała, że przez każdy taki wieczór przybywa jej kilka lat, i siedliśmy do kolacji. Były frytki. Przepyszne.
(Rene Goscinny)

Czasami znajduję na sobie siniaki i nie za bardzo wiem co miałbym z nimi zrobić. Nie zawsze też potrafię określić ich przyczynę i skutek. Tłumaczę sobie, że to siniaki z absolutu, z transcendencji, z niezwykłości codzienności. Bo czasami jestem jak Witkacy. Nie chodzi tylko o używki. Do tego można się przyzwyczaić, by nie powiedzieć „uzależnić”. Witkacy powiedziałby, że wychynąłem z nicości. Jest, znalazłem, wykrzyknąłbym w odpowiedzi unosząc z triumfem foliowy woreczek zatopiony w przepastnym chaosie przydomowej trawy.

Najbardziej dotkliwy jest siniak, gdy go dotknąć. Lepiej nie dotykać. Nie dotykaj, proszę. Nie trzeba nawet prosić, to robi się samo. Wiadomo. Wojny się toczą, więc muszę w nich uczestniczyć. Zaśpiewałbym, że nie chcę być żołnierzem, ale pole rażenia jest również we mnie, a Johna Lennona zabił psychopata. Zaśpiewałbym, że wasz hełm jest za mały na moją głowę, ale bodajże Edyta Bartosiewicz śpiewała, że w mojej głowie wojna. Muszę jej uwierzyć, by wierzyć komukolwiek. W cokolwiek. Więc mamy kolaż, jakby z Drotkiewicz. Jakiś czas temu przeczytałem ją w Empiku, a pani sprzedająca kawę znowu się do mnie uśmiechała. Tyle że tym razem była to inna pani, też całkiem fajna, ale inna. No i wtedy właśnie doszedłem do wniosku, że już nie chcę pisać o miłości. Osobliwe okoliczności przyrody.

Z mamą jest dobrze, bo od tygodnia ze sobą nie rozmawiamy i jedno z nas zawsze musi być poza domem, żeby postronni mogli mówić, że wciąż tworzymy domowe ognisko. Och, i to jakie ognisko. Łuna nad miastem, a ja z chłopakami wciąż gram w piłkę. Wczoraj dla odmiany nie strzeliłem bramki, chociaż próbowałem. Postanowiłem strzelić sobie samobója, żeby nie mieć czystego konta i sumienia, ale bramkarz z mojej drużyny nie za bardzo chciał mi na to pozwolić, a potem chłopaki z mojej drużyny długo goniły mnie po trawie. Samobój mi nie wyszedł. Potem się uspokoiłem i grałem już na nasze konto.

Rano znalazłem na sobie nowy siniak. Znajduję je w najmniej spodziewanych i do tego przeznaczonych miejscach. Zaskakuje mnie moje ciało. Możemy mówić o niespodziankach robionych nam przez życie. Zrobiłem ci niespodziankę, mówi życie nad ranem. Są problemy, nie jest dobrze, jest bardzo niedobrze – aż głupio to wszystko brzmi, ale trudno byłoby udawać, że nie ma sprawy, kiedy spraw jest aż nadto. Ani słowa o miłości, ani słowa o miłości. Żeby tylko miłość. Problemy są z życiem, ze zdrowiem, rodziną, precyzowaniem myśli i czynów, z osobami, które kiedyś zgłaszały swoją obecność, a teraz bez większych powodów przestały się odzywać i odpisywać na słowa, duże są z domowym deficytem budżetowym, z brakiem czasu, ze mną, z naszkicowaniem choćby planu. Jeśli jeszcze istniejesz, chciałbym żebyś wiedziała, że jest dużo gorzej ze wszystkim, niestety.

Po obiedzie będziemy z tatą i Darkiem ładować trociny na wózek i taczkę. Będziemy je wozić do piwnicy i zrzucać pod schody. Tina twierdzi, że pod plandeką kryje się niemała ilość żywych stworzeń, które to stworzenia, czego nasze pocieszne zwierzę o smutnych oczach nie ukrywa, bardzo ją interesują. Tata również chodzi zły i z nieodstępującą go na krok animowaną chmurą deszczową nad głową. Wczoraj przy wieczornych wiadomościach mówi, że ta wojna to ona głownie przeze mnie.

W nocy śmiałem się z filmu i myłem zęby szczoteczką, którą przez roztargnienie zdarza się wykorzystać również mojemu ojcu. Wieczorem pójdziemy z chłopakami grać w piłkę. Strzelę bramkę i postaram się mniej kląć.

Próbowałem jeszcze trochę popłakać, ale tata spojrzał na mnie groźnie, a mama powiedziała, że jeśli powtórzymy scenę z wczorajszego wieczoru, to ona wyprowadzi się z domu. Więc nic już nie mówiłem, ale dąsałem się aż do deseru (budyń!).
(Rene Goscinny)
- Chyba nie powiedziałaś czegoś takiego?
- Wiem, że to banalne, ale wówczas wydawało mi się odpowiednio dramatyczne.

(Alain de Botton)

Słucham sobie pierwszej płyty U2, bo mam różne nowe płyty w jeszcze niepoukładanych folderach od Dzikiego, a na dodatek stary numer Teraz Rocka pisze, że pomimo upływu czasu jest coś jeszcze w tej muzyce, i że jest wciąż żywa i że nie przemija. W każdym bądź razie coś w tym sensie. Czytam, słucham i wciąż wzdycham jak niesprawiedliwa to była wymiana – Dziki zajebał mi z jakieś piętnaście giga dobrej muzy, a na domiar złego nie zabrał jeszcze ze sobą tak gorąco przeze mnie polecanego Stachurskyego. Ja zajebałem Dzikiemu Dzikunowi skromne pięć gigusiów, na które i tak nigdzie nie mam miejsca, a na te skromne pięć gigusiów składa się prawie całe pięć gigusiów ulubionych piosnek Dzikunowych, a więc, hmm hmm, och och, Anna Maria Jopek i jej pseudoaksamitny głosik, który mnie się kojarzy z puchem, którym dawniej wypychano poduszki, a przez które to poduszki ja nigdy zasnąć nie mogłem, tak bardzo były niewygodne, i jeszcze te pióra wyłaziły i fruwały po pokoju i na nosie zawsze lądowały i w sam środek nosa właziły i to tak bezczelnie, że w efekcie ino prychanie i kichanie i w chustki haftowane było smarkanie, no, ale już mniejsza z jedną Jopek, nie jeden Dzikun Jopkę słucha, są fajni ludzie co niestety Jopkę słuchają, więc i może ja się w końcu przekonam i sobie zaraz zapuszczę Joszkę Brodę czy innego syfa i się zarażę i już więcej nie zrażę, ale jak mówię, mniejsza z Jopkiem, jeszcze dżezów mi Dzikun dał paręset, takich dżezów co tam trąbka pogania za saksofonem, gościu z boku napierdala w klawisze fortepianu, mało co klapa nie lata, jeszcze tylko obój, flet i keybord a już byłoby cudo, że sam Jean Michelle My Belle „Bez Jaj” Jarre by takiego nie wygrał na swej azbestowej harfie i organkach na baterie, że nawet Stachursky zawstydzony zakończyłby definitywnie karierę, co z kolei spowodowałoby, iż ja, zrozpaczony i nie mogący zrozumieć nie mogący zrozumieć nie mogący zrozumieć, dlaczego, ale dlaczego właśnie on, więc zrozpaczony definitywnie pożegnałbym się z życiem. Ale nic dżezy i Jopek, mniejsza mniejsza, ale Dzikun dał mi swojej ukochanej Shakiry jeszcze pełno, Shakira i teledyski Shakiry, Shakira tańczy tango, Shakira maca się z facetem w przepoconym białym podkoszulku z końską kitą i włochami pod pachami (prawie jak moje), Shakira w szpagacie, Shakira w marynacie, pełno Shakir, jedna lepsza od drugiej, a Kasia jak była u mnie wczoraj na kawie to mi powiedziała, że ma doklejane te włosy ta cipa i że do dupy to jest, a jak się żegnaliśmy, bo szedłem grać w piłkę, to się jeszcze zapytała, ale to nie było żadne nawiązanie, o nie, nie myślcie sobie wcale, żadno nawiązanie, więc się mnie zapytała jak się mi podoba jej nowa fryzurka, jej czaderskie afro, jej, czyli Kasi, nie Shakiry, i powiedziałem, że bardzo, i że no naprawdę, bez kitu, no. Skończę wyliczankę ulubieńców Dzikuna w tym miejscu, jako że Dzikun się zapowiada, och jak dobrze się nasz Dzikuś zapowiada, a więc jest nasz cudowny chłopiec, nieszczęsna ofiara transformacji drobnoustrojowej, ogolony na pałę i z niemowlęcym zarostem pod nosem, dobrze się zapowiadającym dziecięciem, w przyszłości będzie aplikował i wydawał wyroki, posadzi wszystkich lewaków a mnie wsadzi na lat siedemnaście za lekturę Gazety Wyborczej, jako, że Dzikuś nasz prawnikiem będzie prawym, prawym prawnikiem zasiadającym po prawej stronie, po najdalszej z prawych prawej stronie, najbardziej prawej z prawych i jeszcze naczelnym polskim prawiczkiem będzie, bo ja będę naczelnym lewakiem, a Dzikun naczelnym prawiczkiem tej RP, która w mniemaniu Dzikuna zapewne już od dawna czwartą a może i siódmą być powinna, o tak, przeżarty do cna Kaczyzmem musi on tak sądzić, i zabijać ludzi chce strzykawkami na krzesłach, i dewocję szerzyć i jasno-górsko-pielgrzymstwo-na-trasach-pielgrzymek-w-krzakach-po-bożemu-ruchanie jako cnotę, i podatki zlikwiduje, pedałów wytruje, aborcji zgwałconym kobietom zabroni, więc ja może już przestanę, kiedy takie poglądy, kiedy takie przesądy, kiedy takie dobre zapowiedzi, bo się dobrze Dzikuś zapowiada i jeszcze mu ta brudna karta zapisana na jakimś serwerze zaszkodzi i do sądu kapturowego trafi, gdzie Dzikunowi łeb z kapturem razem utną, a ciąć będą od strony prawej począwszy oczywiście, taki jest los prawaków polskiej sceny politycznej. Muzycznej właściwie, tej spod znaku boskiej Shakiry i niewiele mniej boskiej Anny Marii.

Oglądam sobie Annę Muchę w telewizji jak siedzi z bosymi stopami w piasku u Niny Terentiew i jak odpowiada na pytania, że czy dużo łez wypłakała przez miłości nieszczęśliwe, nieudane, zakończone, niebyłe, niechciane, odrzucone, niespełnione, niezdobyte, wymarzone, totalne, nieujarzmione, niedojrzałe i nieskonsumowane, czy od łez miłosnych makijaże się rozmazują podobnie jak od tych łez, co spowodowane kradzieżą portfela w wielkim a niespodziewanym mieście, oglądam i patrzę się jak zauroczony w głęboki dekolt Anny Muchy, w śliczną jej sukieneczkę, co ma trochę na sobie z haftu kaszubskiego a trochę z seksu na plaży dzikiego (Dziki, przywódca partii prawicowych A.D.2037, wydaje dekret państwowy: Seks w granicach VII RP surowo zabroniony. Zajmiemy się, nie ulega wątpliwości ani jakimkolwiek sprzeciwom, tą sprawą również od strony historycznej. Prezes IPN, Michał Kotas, obiecał nam udostępnić teczki seksualnych zbrodniarzy komunistycznych, w których to teczkach, pośród tysięcy innych nadzwyczaj interesujących informacji, znajduje się również prawda całkowita a święta na temat rozkoszy cielesnych w zamierzchłych a tak przecież perwersyjnych i zdeprawowanych czasach, którym to czasom mówimy głośne i pisane caps-lockiem [przeniesionym z lewej na prawą stronę klawiatury oczywiście] NIE!!! Niech zapanuje cnota i żelazne dziewictwo, niech seks pozostanie bolesnym wspomnieniem, brudnym ściekiem tak obficie płynącym rynsztokami tego kraju w czasah, gdy rządzony był jeszcze przez aparatczyków i kacyków wszelkiej maści) w ramiona jej śliczne a najpewniej nie będące obowiązującym archetypem ślicznych ramion kobiecych, [przeklęte modelki, żałosne szkieleciary], w łydki śliczne a najpewniej nie będące obowiązującym archetypem ślicznych łydek kobiecych, [przeklęte modelki, żałosne szkieleciary], patrzę w jej oczy, jakbym chciał wejrzeć w istotę, jakbym zbadać chciał jej wadę wzroku minus dziewięć, moją wadę razy dwa pomnożoną, patrzę, patrzę i się napatrzeć nie mogę, jakby mi się ciała jakieś dawne przypominały, jakby wspomnień było z tym ciałem więcej niż włosów pod pachami tancerza tańczącego tango z Shakirą, i jeszcze sukienka, jeszcze te łydki, wada wzroku, soczewki, bose stopy na plażowym piasku, i że intelektualistów lubi, w zimie się zakochuje może właśnie dlatego, że łatwiej wtedy intelektualistę wypatrzyć, i jeszcze chudych chłopców lubi, ramiona, łydki, sukienka, soczewki, ramiona, łydki, ramiona, łydki, ramiona, łydki. I usta. Żar wspomnień. Bezludna wyspa wspomnień. Bezludna wyspa wspomnień zamieszkiwana samotnie przez chudego chłopczyka z wadą wzroku, z obojczykami wybijającymi się ponad przeciętność tak bardzo, że aż przez t-shirt w niebo. Żar wspomnień.

Dziki powiedziałby zapewne: Jarre wspomnień. A serce leży po prawej.

Nie w Sł—owie.


  • RSS