wysocki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2005

Zakochanie to już dawno ci przeszło. Ty jesteś chory psychicznie po prostu.
(Marcin Kupper)

Tak naprawdę to nie wiadomo czy było w tym chłopcu cokolwiek. Najłatwiej byłoby się go zapytać, być może udzieliłby wyczerpujących jak praca przy zbieraniu truskawek odpowiedzi. Jednak istnieje też taka możliwość, iż nie powiedziałby niczego. Speszony, onieśmielony. A może zbyt dumny, zbyt pewny siebie, smarkaty i niedojrzały. Może jeszcze sam nie przemyślał dobrze tych wszystkich spraw, może nie ma na to wszystko czasu, może nie ma czasu na siebie.
A wydawać by się mogło, że przecież niczym innym się nie zajmuje, nic innego nie zaprząta jego myśli.

Ten chłopiec, w którym nie wiadomo czy jest cokolwiek, wie jednak od dawna, iż ludziom nie wolno ufać. Nie sposób wierzyć im na słowo, nieważne czy mówione czy pisane, nieważne czy słowem jest wyryte na drzewie wyznanie miłości i nadmiaru uczuć czy rozrysowana na tablicy przy pomocy drewnianej linijki i kredy funkcja kwadratowa, nieważne czy jest to w pośpiechu wymalowany na murze sprayem ludek w za dużych spodniach, w za dużych okularach, w za dużych podkoszulkach i szortach, nieważne czy jest to sms, na który czekałeś od tylu dni, telefon z głosem, którego nie słyszałeś od tylu tygodni, e-mail z załącznikiem, w którym kilka zdjęć z kimś, kogo już nie możesz dotykać, gdyż tego kogoś teraz może już dotykać tylko ktoś inny. Ten chłopiec, o którym niewiele wiadomo, jest pewien. Nie wolno ufać ludziom i wszystkim, co przez nich wytwarzane.
Może prócz porządnego womitowania po całonocnej imprezie.
A to znowu nie tak wiele, nie wnikając w to ile kto wypił, myśli ten chłopiec.

Tak naprawdę to nie wiadomo czy było w tym chłopcu cokolwiek. Być może było w nim kiedyś coś bardzo czystego, coś bardzo czułego, ale dzisiaj już nie ma pewności. I wcale nie jest tak, że te deficyty pewności zjawiły się nagle po wszystkich wbijających się w ściany wieżowców samolotach pasażerskich, po madryckich pociągach z rozprutymi wnętrznościami, po londyńskim metrze z kilkudziesięcioma osobami, które następnego dnia już nie poszły do pracy, jakby na złość prezesom firm i konsorcjów, których i tym razem wyręczono z wręczenia wypowiedzeń swym pracownikom. Ten chłopiec z niepewnością, która mogłaby być jego internetowym nickiem, jego prywatnym napisem na tablicy rejestracyjnej samochodu, ten chłopiec z niepewnością wie o deficycie od dawna.
Ten chłopiec wcale nie jest prorokiem.
Swojemu lekarzowi mówi, że jest nikim.
Lekarz żegnając się ściska mu rękę i mówi: Najprawdopodobniej wrócimy do tych maleńkich tabletek w kwadraciki, chłopcze.

Czy musisz popijać tabletki dwoma litrami wody, chłopcze?
Od kiedy zacząłeś obawiać się, że pewnego dnia udusisz się od tych, niewielkich przecież, nie możesz zaprzeczyć, tabletek, chłopcze?
Czy często wychodzisz na dwór, czy biegasz, gimnastykujesz się, skaczesz przez płotki, wyprowadzasz psa na spacer, skaczesz o tyczce, skaczesz w dal, skaczesz w pobliżu, pływasz, podnosisz ciężary, nosisz zakupy matki, ciotki i sąsiadki, czy uprawiasz jakieś sporty, czy słuchasz techno, chłopcze?
Czy uprawiałeś już seks grupowy, chłopcze?
Czy lubisz zwierzęta, chłopcze?
Czy często myślisz o seksie, chłopcze?
Czy miewasz ochotę, chłopcze?
Czy miewasz ochotę, by kogoś zamordować, chłopcze?
Czy świat, taki, jakim jest w tej chwili, w tym momencie, akurat teraz, gdy wiemy już, że Włodzimierz Cimoszewicz zdecydował się kandydować a poszukiwania trzech Polek zwiedzających Londyn trwają, a więc czy taki właśnie świat ci odpowiada, czy zgadzasz się z moją poranną refleksją, iż nie masz świata piękniejszego nad ten, który został nam dany, który powinniśmy dzień i noc błogosławić, chłopcze?
Czy mógłbyś zacząć odpowiadać na moje pytania, chłopcze?

Czy mógłby pan przestać mówić do mnie „chłopcze”, dobrze?

Ten chłopiec zostanie czułym barbarzyńcą i czystym idiotą w chwili gdy przestanie być już tylko bardzo czułym chłopcem i bardzo czystym chłopcem. Ludzie powiedzą, że dobrze się zapowiadał i że kiedyś miał być kimś, ale przecież ludziom nie sposób ufać, bo ludzie nie wiedzą. I ludzie nie mają racji. I co to w ogóle jest – ludzie? Ten chłopiec śmieje się z przekąsem. Wypija kolejny kieliszek wódki, gryzie ogórek – właśnie wtedy śmieje się z przekąsem.
Z przekąsem, z ludzi.
A potem nie może uwierzyć, że znowu łzy i że w jego oczach. Tłumaczy sobie, że to przez ten przekąs, przez ten śmiech.
Tłumaczy sobie, gdyż wciąż beztrosko wierzy, iż tłumacząc sobie łatwiej się oddycha.
Ten chłopiec jest emocjonalnym astmatykiem.
Ale nawet jemu samemu trudno jest uwierzyć w te klecone na szybkiego beztroskie epitety.
Które niczego przecież nie zmieniają, dodaje ten chłopiec.
Już bez przekąsu.
Ten chłopiec.

Czuły barbarzyńca; bo: wyjdzie na ulicę i zabije wszystkich na ulicy, przejdzie na chodnik i chodnikiem uda się w stronę miasta, w mieście zabije całe miasto i wejdzie do kiosku, kiosk też zabije w całości, zabiję tę sukę sprzedawczynię i tego chuja sprzedawcę, to zdrowe, nowobogackie pierdolone małżeństwo dochodzące do orgazmów poprzez wkładanie sobie eurocentów do odbytu, zabije ich i wsadzi im w odbyt po nowym numerze „Claudii” nie pomijając plastikowej torby, która jest gratis do sierpniowego numeru, następnie przejrzy poranną prasę, bo tak nauczono go na studiach, a pewnych rzeczy nie zapomina się nigdy, wyjdzie z kiosku i nie będzie wiedział dokąd pójść, bo zabił już całe miasto, nikt już nie żyje, problemem jest to, że nie ma już nikogo, kogo można by zabić. Czuły barbarzyńca; bo: siądzie na krawężniku przed kioskiem i z telefonu komórkowego zadzwoni do niej i usłyszy jej głos, głos, który od dawna nie chce do niego nic już mówić, usłyszy ją jak powtarza swoje „halo” i powie jej: Zabiłem całe miasto i wciąż cię kocham. Spotkajmy się w Trójmieście, mówi, gdyż wie, że teraz będzie zabijał te trzy miasta. Czuły barbarzyńca; bo: wie, że jej nie zabije.

Czysty idiota; bo: kocha ją naprawdę. Czysty idiota; bo: wierzy, że ona też.

Tak naprawdę to nie wiadomo czy było w tym chłopcu cokolwiek. I czy kiedykolwiek do czegokolwiek byłby zdolny. Do czegokolwiek poza elementarnymi odruchami, elementarnymi cząstkami. Na które chciałby ją rozłożyć. Tego jednego jest pewien. Tego jednego chciałby i potrafi zarazem. Chociaż, tak Bogiem a prawdą, to nie wiadomo o co chodzi z tym chłopcem.

Chłopiec też nie wie. Nikt go tego nie nauczył.

Najgorsze, że zabrakło winnych.

Czy czas będzie mijał, jeśli odmówię mu pozwolenia?
(Jeanette Winterson)

Rozdział pt. Niepewność uczuć

Ćw. 7) Zapisz wnioski z dyskusji na temat „Jaka jest różnica między zakochaniem a miłością? A może to to samo?”

Być zakochanym – moim zdaniem to czuć się wesołym, młodszym. Wszytsko idzie nam dobrze, czas płynie miło. Wydaje nam się, że wszystko wiruje wokół nas.
Być zakochanym – to dawać prezenty drugiej osobie, darzyć się sympatią i uczuciem.
Miłość – to słowo, które wyraża wszystko. Miłość można czuć do wielu osób, rodziców, rodzeństwa lub do partnerki. Miłość trzeba pielęgnować, dawać coś też od siebie.
Miłość powinna być wzajemna.

Ćw. 1) Wymyśl kartkę z pamiętnika kolegi lub koleżanki. Wykonaj na niej ozdobne elementy.

Koniec i bomba.
Nie kochał – , więc trąba.

I nakryj mnie, gdybym rozgrzebał się
(Kazik)

Los lubi powtórzenia, warianty, symetrie
(Jorge Luis Borges)

Jeszcze nie widziałaś mojej piwnicy, w piwnicy mamy zamrażarkę, chodź, pokażę ci ile mamy mięsa, wszystko w woreczkach, nienagannie popodpisywane, czasami pomagałem mamie w podpisywaniu. Chodź, zobaczysz ile mamy mięsa, to świniak, którego zabiliśmy już na lato, ceny pójdą w górę, zrobiliśmy to wcześniej, dużo wcześniej niż było trzeba, nie wiadomo czy było nam to potrzebne, może jeszcze kiedyś będziemy żałować, teraz mamy mięso, pozostało nam mięso. Jeszcze nie widziałaś jaki jestem chudy przy mdłym świetle nocnej lampki, jeszcze nie widziałaś ćmy, której pozwalam czasami chodzić po swoich żebrach, ach, te moje żebra, na których mogłabyś wygrywać symfonie swoim językiem, te nieszczęsne żebra tak skrupulatnie odstraszające od siebie nawet wizerunek z lustra, obojczyki i łopatki, żeberka i wewnętrzne strony ud, jeszcze nie widziałaś jak nie przyjmuję reszty od sprzedawcy kwiatów, które kupuję dla ciebie, bo jeszcze nie kupiłem ci kwiatów, a przecież jest cała lista przedmiotów ode mnie, które byłyby półeczką od Grzesia, jeszcze pluszowy misiu z kokardką, och, pluszowy misiu z kokardką ze śmiesznym noskiem, jak słodko, jak kiczowato, ile w tym wszystkim miłości, nawet gdybym podarował ci przebitą detkę od roweru produkcji rosyjskiej, a byłby to mój prezent dla ciebie, to byłby to prezent z miłości, więc bukiet słaniających się na nogach od skwaru kwiatów, pluszowy z kokardką, bon towarowy do Tesco, jednorazowy długopis na egzamin z ekonomii, ryzę papieru do drukarki atramentowej, byś mogła sobie drukować moje wyznania złości i miłości, drukować je i wieszać na ścianie, chciałbym byś miała taką tapetę, kupiłbym ci kolorowy tusz i przesłał cyfrowe zdjęcie obojczyków, wydrukuj sobie moje obojczyki i powieś je na ścianie, śpij z moimi obojczykami w cyfrowej jakości, w jedwabnej pościeli, śpij tylko ich nadmiernie nie mnij, jeśli nie chcesz mnie całego weź chociaż moje obojczyki, weź tego mojego pluszowego co z nim stoję jak pedał bez swojego ciacha, ciacho poszło na lody, nie ma ciacha, ciacho miało wrócić, ciacho nie wraca ranki i wieczory, w ręku pozostał biały miś z czerwoną kokardką, jak słodko, jak kiczowato, mhm, mhm, mniam, mniam, znowu turyści będą robić mi zdjęcia, kwiatki i misiu, wino Sofia, Sofia to mądrość, przecież jesteś mądrą dziewczynką, pij, jesteś mądrą dziewczynką, więc pij i nie marudź, że ci niedobrze, bo dobrze, jest dobrze, ach, jak dobrze, wino i śpiew i kobieta co śpiewa po winie, mężczyzna, co śpiewa po winie, kobieta, która czuje się winna, gdyż wypiła za dużo, gdyż na zbyt wiele pozwoliła, sobie, jemu, wszystkim, całej kolonii, całemu obozowi wczasowemu, kobieta ma dużo wspomnień, mężczyzna niewiele wie o jej przeszłości, mężczyzna chce tylko jeszcze pokazać jej mięso z zamrażarki, chce kupić jej kwiaty i pluszowego misia, może uda się mu wygrać go z maszyny stojącej w hallu wielkich centrów handlowych, on będzie wygrywał tylko dla niej, dla niej też będzie przegrywał, on dla niej, ona dla niego, tak się wymienią i będą z siebie dumni, będą z siebie zadowoleni i będzie im dobrze i nie będą nawet pamiętać, że kiedykolwiek było inaczej, że mogło być inaczej, że byli jacyś inni i jakieś inne, jakieś wyznania miłości mówione innymi ustami i z innymi akcentami, wcale nie kaszubskimi, udało im się zwieść samych siebie, więc zwiodą i swą pamięć, uda im się, uda im się, zawsze im się udawało, to szczęśliwe dzieci spod szczęśliwych gwiazd, ze szczęśliwych rodzin, ich nauczyciele są szczęśliwi, że się im tak poszczęściło, wszyscy są szczęśliwi i radośni, uśmiechy zajmują wszystkim dziewięćdziesiąt procent powierzchni twarzy, a może i całego ciała – wszyscy są żałośni, a jakby nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. Gromkie brawa, nieszczere uśmiechy, gwizdy z tyłu sali – to wszystko dla nas, dzięki nam i przez nas. Wszystko dla nas, maleńka, wszystko, musimy się tylko na to zgodzić, przyjąć to, przyjąć to na siebie. Musimy, musimy, nie możesz się nie zgodzić, to nie są prośby, prośby się skończyły, teraz jestem twardzielem bez serca, serce w depozycie, serce leży w lombardzie, chińczycy zrobią z niego hamburgery i hot dogi w swoich obskurnych budach, skończyły się już dobre czasy, będę cię brał na siłę, będziesz głośno się śmiała, nie kłam, to wszystko się nam podoba, och, ach, misiu, nie poznaję ciebie, czy to wciąż ty, czy to wciąż ty, używasz brzydkich wyrazów, pieścisz się także przez ubrania, nigdy taki nie byłeś, co się z tobą dzieje, czy ty też przeżywasz kryzys małżeński. Bym chciał żebyście umarli wszyscy. Ale najpierw zróbcie mi coś do jedzenia, chciałbym też herbaty jakiejś, z dzikiej róży, z lipy, tej z Dworcowej. Herbaty na katar, herbaty na powiększone węzły chłonne, na łzawiące oczy, herbaty, bo zimno, bo słońce, zimno, herbaty. Potem umierajcie. Bierzcie śluby, nie zapraszajcie mnie – i tak nie byłoby mnie stać na prezenty dla was. Bierzcie pogrzeby, zabierajcie nieboszczyków do domu i bawcie się z nimi, tańce rytualne to to, co kręci was najbardziej, wy też się zmieniliście. Niby nic nowego, a trudno rozpoznać coś, co już nas spotkało. Kogoś, kto kiedyś trzymał nas za rękę. Kogoś, kto potrafił wypić dwa kieliszki wódki więcej, a przecie bardzo się starałeś. Kogoś, kto zawsze w podstawówce dobiegał do mety szybciej, nie pomagały ci nawet nowe buty, nie pomagały wyprane przez mamę spodenki, oni zawsze byli szybciej. Pocieszałeś się, że to wcale nie tak dobrze, że zawsze jest się szybszym, że zawsze jest się pierwszym. Jeszcze nie wiedziałeś o istnieniu prasy tylko dla mężczyzn – mimo to wiedziałeś, bo ty też byłeś mądrym chłopcem.

Ty też pijesz tę nieszczęsną Sofię a ona patrzy jak przełykasz ślinę, a ona patrzy jak płynie w tobie to wino, jakby miała zdolność widzenia przez skórę, skórę, która tak łaknie jej dotyku, ale to jeszcze nie ta lampka wina, myślisz sobie, jeszcze nocna lampka nie zapalona, myślisz sobie, dużo sobie myślisz, czasami myślisz sobie za dużo, masz przecież taką wielką głowę, podobno to o niczym nie świadczy, napełniasz kieliszki raz jeszcze, patrzysz jej w oczy, w głąb oczu, jak słodko, jak kiczowato, denka twoich oczu, chcesz powiedzieć, ich wnętrze, chcesz powiedzieć, łza na dnie twoich oczodołów, chcesz powiedzieć i wybuchasz śmiechem, bo jest tak śmiesznie, tak kiczowato w twoich myślach, a ona pyta się dlaczego się śmiejesz, a ty mówisz, że oczy, to te oczy, więc ona się obraża, że co z oczami, co z oczami, udaje oburzenie, a ty już wiesz, że potrafisz ją kochać, że już nie będziesz chciał nigdy wychodzić z jej pokoju na Miodowej, jesteś szczęśliwy, gdyż nawet nazwa ulicy oddaje to, co czujesz w tym momencie.

Kiedy mówi nie, ściskasz mocno jej dłoń, masz łzy w oczach. Bełkoczesz coś o pluszaku z kokardką, kwiatkach bez reszty. O mięsie w zamrażarce. Ze pokażesz, wszystko pokażesz, tylko ze mną zostań, tylko nie odchodź. Tyle mięsa, będziemy mieli mięsa na całe lato, przyniesiony do domu repertuar kinowy, plan miasta z pozaznaczanymi parkami. Wszystko na uboczu. Wszystko na nic?

Szczerze ci powiem, że nie pamiętam, czy ostatecznie tamtej nocy odebraliśmy sobie życie.
(Jorge Luis Borges)

Już nawet nie chcę wiedzieć która jest godzina. O godzinie przypomina mi komputer, pani o głosie, którego ciało mógłbym pokochać, przypomina mi, że upływa szybko życie, że godzina, godzina, już nie ma tamtej godziny, a jeszcze była przed momentem. Już nie interesuje mnie pogoda za oknem, rolety są błogosławione bardziej niż brzemienne kobiety, niż te wszystkie moje koleżanki z podstawówki, które pchają przed sobą wózki, które prowadzą za rękę swoich mężów w dresach, z prawami jazdy na Golfa w kieszonce od dresu. Nie interesuje mnie pogoda, rolety pełnią swoje funkcje, wieża Darka z wielkimi kolumnami trzęsie się od hałasu, jest pięknie, bardzo bolą mnie oczy, wyłączam taki specjalny guziczek, który ratuje wzmacniacz przed spaleniem przy tak głośnej muzyce, wyłączam funkcję X-BASS i SORROUND, gdyż tak trzeba, to jedno wiem, gdy jest tak głośno, tak właśnie trzeba, tak też robię. To już jest psychoza, Clint Mansell & Kronos Quartet, to piękna muzyka w ciemnym pokoju w samo południe, w upale, ona drąży moje węzły chłonne tak, że ciśnie jeszcze bardziej, musiałem zdjąć szalik z szyi, duszę się, coś na kształt choroby na życie, tylko w recepcie wpisują inne nazwy, to jest po łacinie – żebym nie wszystko mógł zrozumieć. Moja psychika jest za bardzo powiązana z fizyką, serce jest mięśniem, moje mięśnie są niewykształcone, moje serce jest śmietnikiem na wspomnienia, muzyka gra, muzyka do mnie wraca, otwieram się na nią przy zsuniętych roletach. Co mógłbym państwu powiedzieć o pogodzie, normalni ludzie opalają się na łące, leżą na leżakach, na plażach eksponują swoje grube brzuchy, swoje wklęsłe pępki, ja mam szalik, ja mam szalik, głośną muzykę, ciemny pokój, pełny nos, z trudem przełykam ślinę, opalam sobie mózg udarowymi myślami. To tylko mnie się przydarza – czyżby kolejne błogosławieństwo? Pełno mam błogosławieństw, osiemset błogosławieństw. Cały jestem błogosławiony. Błogosławią mnie rolety, błogosławi mnie muzyka, szalik zaciskając się na szyi błogosławi, matka wchodząc do pokoju, w którym oddaję się muzyce robi znak krzyża. Jej syn się kończy. Jak zdanie. Kropką.


  • RSS