wysocki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2005

„Tego, czego nie można zrobić w łóżku, nie warto robić w ogóle”.
(Groucho Marx)

LAPTOP
Ukradłem mu laptopa. Siedział w Tribecce. Garnitur, okulary bez oprawek, lśniące noski mokasynów. Odszedł na moment od stolika, pewnie zamawiał następną kawę. Więc z laptopem pod pachą zacząłem spierdalać – Wiślną, Zwierzyniecką. Biały bus zderzył się z nim już na rogu Rynku. Więc mnie dalej nie gonił. Na Zwierzynieckiej zatrzymał mnie lump z podbitym prawym okiem.
- Proszę pana, ale mnie ten laptop jest bardzo potrzebny! – zacząłem krzyczeć.
- Do czego?
- Bo ja nie mam tutaj jak pisać swojego bloga, a ja muszę, ja chcę, ja muszę!
- A jaki adres?
- Wysocki.blog.pl, ja wiem, że pan nie zna, że pan nie słyszał, ale niech mi pan uwierzy…
- To pan jest tym Januszem L. Wiśniewskim blogerów polskich? Tą ulepszoną jego wersją? Wirtualną?
- Skąd pan wie? – rozdziawiłem gębę.
- Ende mi mówiła.

CUKIERKI
Maga siedziała przy stoliku w Makdonaldzie. Poszedłem do sklepu spożywczego i po chwili wróciłem do piwnicy na Floriańskiej. Położyłem na stoliku paczkę Kadbery Eklers:
- Maga, miłość jest jak ta paczka. Kończy się wraz z ostatnim cukierkiem – powiedziałem. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że jestem śmieszny.

CZEKAJĄC NA PLUSZKĘ
Siedzieliśmy w jednej z bohemicznych knajp w Krakowie. Pluszka co chwilę chodził do ubikacji. Właśnie trwała jedna z takich chwil. Każde jego wyjście wytrącało nas z rytmu rozmowy, niektórych także z równowagi. Dagmara i Marysia nieustannie się śmiały. Ale wcale nie było śmiesznie. Tobiasz mówi do mnie, że to jest głupie, że one się tak cały czas śmieją. Nie potrafiłem mu odpowiedzieć. Też tak sądziłem, ale nie chciałem robić im przykrości. To w końcu moje koleżanki. Jasiu Kapela nachyla się do mnie i po raz kolejny tego wieczoru pyta:
- Chcesz? Opowiem ci śmieszną historię?
Pluszka nie wraca. Mickiewicz z pewnością napisałby o nim balladę. Dłuży się nam. Coraz więcej dymu, coraz mniej pieniędzy na alkohol. Radek Wiśniewski w pewnym momencie nas zaskakuje. Wyciąga z torby „TRIPa”, nowy tomik Pluszki. Nikt nic nie mówi. Dagmara z Marysią przestają się śmiać. Tobiasz przeciera okulary. Jakby nei dowierzał własnym okularom. Jasiu rezygnuje z opowiadania historii. Radek uśmiecha się i otwiera tomik. Na pierwszej stronie: „Żebyś o mnie zawsze pamiętał. Krystyna”
- Jaka Krystyna? – pytam. Drży mi głos.
- Lubelska – odpowiada Radek.
Wszyscy chcemy wybuchnąć śmiechem. Nie wiedzieć czemu nikt z nas nie wybucha. Jesteśmy poważni. Wiemy, że Radek za moment przewróci stronę. Radek przewraca stronę. Różowym, a może nawet fioletowym, długopisem zapisana cała strona. Wszyscy nachylamy głowę. Cisza. Radek z trudem rozczytuje napisany na tej stronie niedbałym pismem tekst: „Po pierwsze, Radosławie, pamiętaj abyś zawsze i w każdym miejscu był tylko i wyłącznie sobą. Jeśli będziesz sobą nic w życiu ci nie grozi. Możesz wtedy iść przez życie z podniesioną głową. Po drugie, Radosławie, nigdy nie myśl źle o innych. Jeśli będziesz myślał źle o innych ludziach, nie będzie to dobre. Będzie to złe. Po trzecie, Radosławie, i to trzecie jest najważniejsze, nawet jeśli nie wierzysz w Boga, pamiętaj abyś się modlił. Ważne jest byś modlił się regularnie. Najlepiej codziennie. To ważne, Radosławie. Wierzę w to, że będziesz pamiętał o tym, co ci tutaj napisałam – Ewa Lipska”.
- O, kurwa – mówi po dłuższej chwili milczenia Jasiu.
- No, niestety – przytakuje mu po jeszcze dłuższej chwili milczenia Tobiasz.
Po twarzach Dagmary i Marysi widzę, że zwalczają w sobie nieodpartą pokusę kolejnego ataku śmiechu. Patrzę na Radka:
- Dlaczego w tomiku Pluszki nie masz wpisu Pluszki?! – pytam zezłoszczony.
- Myślisz, że tak łatwo jest dostać wpis od Pluszki?
Sięgam za siebie. Wyciągam spod krzesła swoją torbę. Chwilę grzebię. Wyciągam swojego TRIPa. Radek przełyka ślinę. Wstaję, krzesło podsuwam pod stolik. Idę do łazienki. Wychodzę po kilku minutach. Siadam na krześle. TRIP cały przemoczony, ocieka wodą. Oddycham szybko. Dziewiętnastowieczny realista francuski napisałby o mnie: „Jego oddech był krótki”. Z trudem rozklejam pierwsze strony. Niewyraźnym, zalanym, coraz bardziej blaknącym pismem widnieje: „Dla Grzesia – Adaś”.
- Gdzie Pluszka?! – Dagmara przestaje się śmiać. Prawie krzyczy. Patrzy na mnie dużymi od strachu oczyma. Te oczy błyszczą.
- Długo się bronił – odpowiadam.

A LOVE SUPREME
Na ścianie wewnątrz pomieszczenia neon z napisem:
„BOYS
GIRLS
BOYS
GIRLS”.
Na środku Maga i kilkunastu mężczyzn. Ktoś mnie trzyma. Trzymają mnie pod ścianą. Nie mogę się ruszyć. Gorąco. Kłęby pary. Z głośników Robbie Willims. Supreme. A love supreme, a love supreme… Nie widzę twarzy mężczyzn. Maga nie widzi mnie. Płaczę. Mimo wszystko Maga jest bardzo ładna. To nie jest ładny sen. Jest mi niedobrze.

[Budzę się. Zimno. Myślę o tym, że nie lubię snów. Zasypiam ponownie.]

BATMAN
Przy barze siedzi Batman. Siadam na pufie obok. Batman się na mnie patrzy. Zamawiam sok. Jest tylko jabłkowy. Mówię barmanowi, że jabłkowy to ja sobie mogę kupić w sklepie, w kartonie. Że jak idę do baru to nie po to, by pić to samo, co mogę dostać bez problemu i po niższej cenie w sklepie pod domem. Barman mówi, że z rzeczy, których nie ma w sklepach to oni tu mają rurę do tańczenia na środku. Batman się śmieje. Batman mnie denerwuje, czego nie mogę okazać. Boję się Batmana, mimo że wiem dobrze z bajek, komiksów i hitów kinowych, że to dobry człowiek. Batman jest duży. Biorę więc sok jabłkowy. Zagaduję do Batmana:
- Czy ty znasz się na ludzkich problemach? Czy ty wiesz co to jest kochać ziemską kobietę? Bo słuchaj, Batman, ja wiem, że to jest śmieszne, co ja teraz mówię, ale czego ty byś oczekiwał? Siedzimy w barze, tutaj należy toczyć takie rozmowy. Więc jak – znasz się?
Batman pochyla się w moją stronę, kładzie mi dłoń na ramieniu:
- Mnie wkurwia Superman, rozumiesz?
Przełykam ślinę. Sok jabłkowy jak kwas solny. Nie znałem Batmana od tej strony. Nigdy bym się tego po nim nie spodziewał. Batman strzepuje pyłek z mojego ramienia:
- I to jest problem, z którego nie ma żadnego wyjścia. Przemyśl to, dobrze?

MICHNIX
Siedzę na fotelu w dużym pokoju. Włączony telewizor. Najmłodszy brat przywiózł mi właśnie na rowerze sobotnio-niedzielną Wyborczą. Na okładce Wiktor i Julia. Kiedyś był Romeo i Julia. Nawet Julia w tym jebanym świecie dopuściła się zdrady i dzisiaj jest już z innym. Przewracam na następną stronę. Zaczynam płakać. Strona druga, trzecia, czwarta i wszystkie następne to strony z Rzeczpospolitej, a nie z Wyborczej. Kartkuję do końca. Rzepa, rzepa… Nie potrafię tego zrozumieć. Młodszy brat przynosi mi chusteczki, próbuje mnie uspokoić. Mówi, że może pojechać jeszcze raz do kiosku i wymienić.
- Nie! – krzyczę.
Patrz na moją pseudo-Wyborczą. W rękach trzymam dziennik cotygodniowy Urbana. Tym razem się uśmiecham. Bo jeśli już los robi mnie w chuja, to niech robi to z postneolingwistyczną klasą;).

[O 6:15 budzi mnie telefon stacjonarny. Zrywam się z łóżka. Podnoszę słuchawkę. Automatyczna baba mówi mi, że czyta mi smsa, który przyszedł na jej numer, a który powinien być odczytany właśnie mnie, co też niniejszym uczyniła. I przeczytała mi smsa, a po przeczytaniu smsa przeczytała mi jeszcze z jakiego numeru sms ten do mnie, a właściwie do niej, która mi tego smsa do mnie czytała, przyszedł. Numer, jeśli dobrze pamiętam kończył się 053. Sms kończył się słowami: „A teraz pójdę oglądać obdrapane ściany w swoim pokoju”. Być może było to: „A teraz idź oglądać obdrapane ściany w twoim pokoju”. Wiem, że w smsie padło jeszcze „GieWu”, a więc pewne jest, że nie była to pomyłka. Najpewniej był to sms od kogoś, kto czyta bloga. Poza tym ten ktoś znał mój numer stacjonarny, bo inaczej chyba nie można tego czegoś zrobić. W smsie tym, jeśli się nie mylę, było też jedno brzydkie słowo. Nie pamiętam już jakie. Samej treści smsa nie potrafię sobie już przypomnieć. Byłem półprzytomny ze słuchawką przy uchu. Sms utrzymany był, ale tutaj również mogę się mylić, w poetyce ostrzeżenia lub groźby. I to wszystko nie było śmieszne. Bardzo mi by było miło, gdyby ten ktoś, jeśli czyta teraz te słowa, jeszcze raz się do mnie odezwał i wyjaśnił o co mu chodziło. Przeszukałem swoją skrzynkę i żadnego numeru z 053 na końcu nie odnalazłem. Ściany w swoim pokoju mam w bardzo dobrym stanie. Tej nocy jeszcze trochę mi się śniło, ale niczego więcej już nie zapamiętałem. Być może ten telefon odmieni moje życie.]

Czy zadzwoni? O której? Czy będą mogli się spotkać? Kiedy? Na jak długo? Gdzie? W którym hotelu? Czy kocha swoją żonę? Czy się z nią kocha? Czy mnie kocha? Czy dobrze mi w tej sukience? Czy mu się spodoba? Czy woli blondynki? Czy nie jestem za gruba? Czy ma mnie za piękną? Piękniejszą od swojej żony? Inteligentniejszą? Lepszą w miłości? Czy oni robią to samo co my, kiedy się kochają (jeśli się kochają)? Czy on mówi jej to samo co mnie? Czy ją kocha? Czy ją kocha bardziej niż mnie? Czy mnie kocha?

Czy rzuci żonę? Czy ja rzucę męża? Czy powinnam? Czy to nie byłby błąd? Czy jest zazdrosny o mojego męża? Czy nie powinnam wywołać w nim zazdrości, sprawić, żeby oszalał z zazdrości, przyprzeć go do muru? Czy jego żona domyśla się czegoś? Czy on się boi, że ona się dowie? Czy boi się, że mój mąż się dowie? Czy się boi? Czy jest tchórzem? Czy wszyscy mężczyźni to tchórze? Czy wszyscy mężczyźni to świnie? Czy chodzi mu tylko o pieprzenie? Czy powinnam zerwać?

Która godzina? Czy coś mu przeszkodziło? Czy miał wypadek? Czy przyjdzie? Czy to koniec? Czy to znaczy, że skończone? Czy we wtorki kończy o piątej? Czy to jego samochód, tam, przed bramą? Czy będzie z żoną w teatrze? Czy będę mogła z nim porozmawiać? Czy będziemy mieli pięć minut dla siebie? Czy inni domyślają się czegoś? Czy mnie okłamuje? Czy ma mnie dosyć? Czy miał inne przygody przede mną? Ile? Czy był wtedy zakochany? Bardzo? Kiedy? Czy dawno temu? Czy jeszcze o tym myśli? Czy nasza historia będzie trwała? Czy myśli o mnie? Czy mu mnie brakuje? Czy wie, że go kocham? Czy to błąd, że mu to okazuję, że mu mówię? Czy nie powinnam być bardziej wyniosła, tajemnicza? Czy wie, że czekam na jego telefon? Czy zadzwoni? Kiedy? O której? Dlaczego nie dzwoni? Co mu powiem, jeśli zadzwoni? Czy nie powinnam ograniczać się do banałów, unikać pytań, oznak niepokoju? Czy mnie kocha? Czy mnie kocha naprawdę?

/Camille Laurens/

Miłość nie jest stosunkiem społecznym. Tego się nie mówi, to są rzeczy, których się nie wypowiada. Miłość przekłada się tylko na milczenie lub krzyk, na samotność ciała, ona nigdy, nigdy nie znała żadnego prawa.

/Camille Laurens/

  • RSS